O życiu

Czy ze zmęczeniem da się żyć?

Przez całe życie sądziłem, że zmęczenie to chwilowy stan, od którego da się uciec krótką drzemką na siedzeniu w pociągu, spotkaniem ze znajomymi i dobrym filmem. Odeśpię, odpocznę po śmierci – myślałem.

Jestem człowiekiem permanentnie zawalonym „obowiązkami”. Taką mam naturę, że kiedy nie mam co robić to chodzę po ścianach, odbijam się głową od sufitu, by po chwili spaść na ziemię, otrzepać kolana i wstać znowu, by już szukać drzewa za oknem, na którym mnie jeszcze nie było.

Tak jakoś popapranie mam.

Mam jednak przy okazji niewiele ponad 30 lat i… za cholerę nie pamiętam już jakie to uczucie być wypoczętym.

I z każdym kolejnym dniem przeraża mnie to coraz bardziej. Ale gdy mam już walnąć się na kanapie, żeby chwilę odsapnąć – już we łbie szukam sobie zajęcia.

Pamiętam czasy liceum. Kiedy nie robiło mi specjalnie różnicy czy jest dzień, czy noc. Miałem tyle samo siły o każdej porze, w dowolny dzień tygodnia. Nie szukałem snu wtedy, kiedy powinienem go mieć. Mogłem się zawsze przekimać w autobusie w drodze do szkoły. Wiedziałem, że jadę trasą do końca, więc nawet gdybym przysnął za mocno, obudziłby mnie pewnie kierowca idący na śniadanie.

Pamiętam pierwsze lata studiów. Imprezy po których nad ranem budziłem się w Lęborku, bo przysnąłem w SKMce tak mocno, że nie zauważyłem, że przejechałem o kilkadziesiąt kilometrów za daleko. Pamiętam, że gdy miałem pociąg nad ranem, to nie kładłem się w ogóle, robiłem coś, żeby zabić czas, po czym pełny sił lazłem na dworzec w Gdańsku. Pamiętam, że gdy zaczynałem pracować jako freelancer, to mogłem siedzieć po nocach kilka dni z rzędu, a w dni wysiedzieć spokojnie na zajęciach, przysypiając jedynie na co nudniejszych wykładach.

Lat później 10 już tak nie potrafię. Nie robię może specjalnie dużo więcej. A może inaczej… chciałbym móc podołać wszystkiemu jak wcześniej, więc staram się robić nie mniej. Ale za cholerę już nie czuję tej siły do robienia tego, co robić bym chciał.

Życie jest krótkie. Trzeba brać z niego ile się da… nie ma chwili do stracenia.

Bullshit!

Praca, dziecko, znajomi, sporty, codzienność itp itd. Nie lubię się nudzić, więc szukam sobie ciągle czegoś nowego. Robię więc coś nowego, a później budzę się rano i czuję jak zombie. Wypijam więc kawę, która nie stawia mnie na nogi. Po chwili więc robię kolejną, która budzi mnie na 5 minut, a później znowu. Ładuję się więc coraz to kolejnymi obowiązkami w pracy, żeby nie odpłynąć w nieświadomość za daleko. A później idę w sport, o ile akurat mam na niego siły i czuję, że znów mogę wiele… w tym czasie, kiedy go uprawiam. Bo i gdy go kończę, jest i koniec ze mną. Zmęczenie znów wraca.

Nie mam już cholera tych 20 lat. Mój organizm też nie ma. W końcu więc trzeba i mój mózg przestawić na odpowiednie tory: jesteś zmęczony? To odpocznij. Nie kurde, że nie. Nie, że nie lubisz. Nie szukaj sobie kolejnych zadań, bo nie lubisz nic nie robić. Bo nie lubisz się nudzić. Zmuś się i nie rób nic. Odpocznij. Jak mawia mój dobry znajomy: polub spędzać czas sam ze sobą.

Czy ze zmęczeniem da się żyć?

Nie, nie da.

Przestań słuchać durnych reklam. Nie udawaj twardszego niż jesteś.

I nie ma, że nie. Odpocznij.

A jak odpoczniesz to znów będziesz miał siły, by robić te wszystkie rzeczy, które sprawiają, że czujesz się jak chcesz się czuć.

Może to też przy okazji dobry czas, aby wypróbować medytacji…

[1]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *