O życiu

Ucz się czegoś nowego #kazdegodnia

Wielu ludzi myśli, że od uczenia jest szkoła. Że to czego ich tam nauczą, jest tym, co umieć będą. Bo i po co uczyć się dalej. Po co komu to.

Mam ostatnio ciężki okres. Nie pierwszy i nie ostatni w moim życiu. Ciężki nie znaczy zły. Raczej intensywny.

Dużo się dzieje w PayLane, mam nowego co-foundera do Squidility, ruszamy z dwójką znajomych jeszcze jeden brand/firmę. Do tego piszę na blogach (choćby tu, czy na moim angielskim blogu o startupach), na socialach. Niedawno ruszyłem swój kanał na YouTube (obecnie mój konik), w końcu opublikowałem pierwszy wywiad w ramach Start&Grow (z Marcinem Pokojskim z infoShare Academy), a następne czekają w kolejce na montaż. Nie mówiąc już o podcaście, który właśnie ruszył, czy innych pomniejszych tematach, które ciągnę. Do tego zaś mnóstwo, całe mnóstwo rzeczy prywatnych, rodziny, przyjaciół i znajomych.

Sporo tego, co?

No faktycznie, sporo. Gdy czasem zaglądam w swojego Nozbiego, to łapie się za głowę i sam nie wiem od czego zacząć dzień. Jedna rzecz motywuje mnie jednak niesamowicie gdy chwytam się czegokolwiek, co robię.

Czymkolwiek się nie zajmuję – uczę się przy tym czegoś nowego

I to jest właśnie wspaniałe.

To może być coś prostego, jak zaczepienie do kafelek linki do zasłony prysznicowej. To może być coś trochę bardziej skomplikowanego, jak choćby jak rozwiązać jakiś konkretny problem programistyczny. A może być coś, co na chwilę obecną jest dla mnie po prostu czarną magią… jak choćby nagrywanie dobrej jakości audio i video do Start&Grow.

Nie tak dawno temu słuchałem fajnego wywiadu…

Nie pamiętam z kim, nie pamiętam w którym podcaście. W wywiadzie tym jednak pewien człowiek opowiadał o tym, że notuje w notesie każdą czynność, którą wykonuje w ciągu dnia. Planuje wszystko i notuje wszystko. Bo to bardzo wspomaga jego produktywność.

Ja sam również zdałem sobie sprawę z potęgi planowania wszystkiego z wyprzedzeniem (każdego dnia, czy tygodnia), z ustawiania sobie konkretnych, mierzalnych, realistycznych (lub mniej realistycznych) celów. I robię tak od dawna.

Stosunkowo niedawno jednak postanowiłem spisywać swoje dni. Trochę przed publikacją wspomnianego wywiadu.

Kupiłem więc taki oto notatnik:

My #calendar for this year is great. The whole year will be #great. #starwars

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

I w nim zapisuję przebieg dnia. Może nie tak do końca przebieg całego dnia, ale bardziej najważniejsze jego elementy (głównie związane z pracą i konkretnymi projektami, w które się angażuję). Codziennie rano, czy wieczorem poświęcam 5 minut na spisanie tego, co moim zdaniem warte jest uwagi.

Później – z bliżej nieokreślonego powodu – zacząłem publikować jak te dni wyglądają na moim angielskim blogu w ramach Founder’s Diary. Ciężko powiedzieć dokładnie czemu, chyba chciałem po prostu pokazać, że bycie „przedsiębiorcą” nie jest do końca takim niesamowitym, przyjemnym doświadczeniem jak się mogłoby wielu wydawać.

Niedługo później zacząłem też bardziej regularnie korzystać ze Snapchata, gdzie również relacjonuję część rzeczy, których doświadczam w ciągu mijających dni.

A jeszcze niedługo później przyszedł ten wywiad właśnie. I dowiedziałem się z niego jednej bardzo fajnej rzeczy, z którą się zgadzam w 101%.

Większość z nas ma wypełnione kalendarze po brzegi. Często też listy rzeczy do zrobienia pękają w szwach, a my na koniec dnia, mimo, że mamy wrażenie, że zapierdalaliśmy przez cały dzień jak nigdy przedtem, gdy widzimy jak niewiele z naszej listy zostało faktycznie zrobione – mamy dosyć. Daliśmy ciała, coś jest nie tak.

Gdy zaczynasz spisywać rzeczy, które dzieją się w ciągu dnia – dzieje się coś naprawdę ciekawego. Spoglądamy wstecz na to, co robiliśmy dzisiaj, wczoraj, tydzień temu i… okazuje się, że zrobiliśmy całą masę różnych rzeczy. Faktycznie zrobiliśmy taką ilość zadań (o których niestety nie pamiętamy, bo nie było ich na naszej liście todo), że nie mamy się czego wstydzić. Faktycznie odwaliliśmy kawał niesamowicie dobrej roboty i co najwyżej możemy być z siebie dumni. A na pewno nie powinniśmy martwić się tym, że nie daliśmy rady.

Po prostu nie doceniliśmy naszego dnia codziennego, nie doszacowaliśmy naszych zadań, nie zdawaliśmy sobie sprawy ile rzeczy wiąże się ze zrobieniem tego, czy tamtego. A teraz to widzimy. Wykonaliśmy kawał dobrej roboty, której byśmy nie widzieli, gdybyśmy wszystkiego nie spisali.

Podobnie jest z nauką

Wszystkim nam się wydaję, że nic się już dzisiaj nowego nie uczymy. Co mieliśmy się nauczyć już się nauczyliśmy. A teraz tylko wykorzystujemy zdobytą wcześniej wiedzę do wykonywania bardziej lub mniej nudnych czynności.

Nic bardziej mylnego.

Uczymy się codziennie, często nie zdając sobie jednak z tego sprawy. Uczymy się nowych rzeczy, nowych czynności. Spotykamy się z całą masą nowych doznań, smaków, zapachów. Poznajemy nowe miejsca, nowych ludzi.

Dzień po dniu karmimy nasze umysły nową dawką wiedzy.

Wystarczy tylko otworzyć oczy i zdać sobie z tego sprawę.

Bo naprawdę uczymy się #kazdegodnia

I zamierzam Wam pokazać na moim własnym przykładzie, że tak właśnie jest. #kazdegodnia będę Wam pokazywał czego się nauczyłem. Załóżmy, że będzie to 30-dniowy challenge dla mnie.

Wish me luck.

Dzień po dniu karmimy nasze umysły nową dawką wiedzy

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *