O życiu

Dlaczego to robię? Skąd się wzięło #dladzieciakow?

Częściej niż bym się tego spodziewał słyszę ostatnio pytania o genezę akcji #dladzieciakow. Skąd się wzięła, skąd pomysł, dlaczego to robię. Powody są…

jak dla mnie przynajmniej dość proste i oczywiste.

Nie wiem jednak od czego zacząć. Zacznę więc od samego początku…

Czym jest #dladzieciakow? Skąd się wzięła akcja?

Mniej więcej trzy lata temu zakiełkowała mi w głowie myśl, która z czasem przeobraziła się w akcję. Mniej więcej trzy lata temu przy okazji jednej z rozmów z teamem zdałem sobie sprawę, że:

  • dysponujemy sprawdzoną i dobrze działającą platformą (PayLane) do przyjmowania pieniędzy
  • jeśli by dobrze to rozegrać… mam sporo znajomych z branży – mam więc możliwości, by zarazić ich pomysłem (takim, czy innym)
  • od lat skupialiśmy się na zarabianiu pieniędzy – a tymczasem to, co w międzyczasie zbudowaliśmy może służyć również i czemuś innemu – dobremu

Wtedy jeszcze ani ja, ani nikt z ludzi, z którymi o tym wtedy rozmawiałem, nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co to miałoby być. Pomysły były różne… od wspomagania innych fundacji, czy stowarzyszeń – poprzez organizowanie dla nich skądś pieniędzy; po w 100% własne inicjatywy. Te trzy lata temu skończyło się na tym, że coś tam chciałem, ale w sumie nie wiedziałem czego dokładnie chcę. Temat się rozpłynął.

Dwa lata temu wróciłem do niego. Rozważyliśmy, co możemy zrobić. Przegadaliśmy temat i… zrobiło się za późno na cokolwiek. Nie było szans, by zdążyć na Święta (a na Boże Narodzenie właśnie chciałem coś zrobić). Temat się rozpłynął po raz drugi.

Nauka na przyszłość: bez jednej, konkretnej osoby, która haruje jak wół, by TO COŚ zorganizować – TO COŚ nie ma prawa się udać. Ta jedna osoba musi wyłonić się sama, sama musi zechcieć poświęcić się temu bez reszty, przeć do przodu, nie patrząc na nic dookoła, nie słuchając tych, którzy mówią, że to przecież bez sensu. A gdy już ta osoba stworzy TO COŚ – znajdą się tacy, którzy przyklasną i z uśmiechem na twarzy dołączą i pomogą.

Dopiero rok później miałem się dowiedzieć, że w przypadku akcji #dladzieciakow tą osobą będę właśnie ja.

Rok 2014

Nastał rok 2014. Znów temat czegoś pomocowego wrócił mi do głowy. Tym razem jednak trochę wcześniej, w okolicach wakacji.

Wiedziałem, że muszę w końcu coś zrobić; że nie ma co dłużej czekać, że nie ma co liczyć na to, aż coś się stanie samo. Wziąłem się w garść, poświęciłem noc, jedną, drugą, trzecią. Aż w końcu pomysł wykrystalizował się sam… akcja dla dzieciaków. Dla dzieciaków z domów dziecka. Z wykorzystaniem branży, w której obracam się na co dzień; z pomocą tych, z którymi na co dzień rozmawiam.

Pomysł

Znajduję 8 domów dziecka z największych miast w Polsce (w końcu ludzie, których chciałem w akcję zaangażować mieszkają właśnie w tych miastach). Proszę opiekunów z tych domów o listy prezentów dla dzieciaków. Zbieram pieniądze na te prezenty, angażując przy tym kogo tylko się da w promocję akcji. Po czym prezenty kupuję i dostarczam.

Nazwa

Nie wymyśliłem jej mówiąc szczerze. Gdy zacząłem całość organizować, gdy zacząłem kontaktować się z poszczególnymi domami dziecka – nie miałem żadnej nazwy. Tak, wiem, że to błąd. Wtedy tak jednak nie myślałem. Zajęty byłem organizowaniem akcji, nie budowaniem „brandu”.

Okazało się jednak, że to, czego ja nie zrobiłem – świat (a może raczej moja podświadomość) zrobił za mnie.

Otóż… nie było innej opcji. Gdy po raz setny w rozmowie telefonicznej mówisz, że robisz akcję dla dzieciaków; gdy po raz setny w mailu piszesz o takiej akcji – naprawdę nie ma już odwrotu.

Okazało się, że w czasie kiedy byłem zajęty dogadywaniem kolejnych domów, nazwa wymyśliła się sama, nie pytając mnie o zdanie zawładnęła całą akcją i wszystko to, co robiłem – nazwała swoim imieniem. A że jestem z branży, z jakiej jestem – pozostało mi tylko dodać hashtaga na początku.

Wracając jednak do samego pomysłu…

Pomysł okazał się nietrafiony. A przynajmniej w części. W tej pierwszej części.

Jako, że nie miałem pojęcia o tym jak działają domy dziecka, fundacje, stowarzyszenia i inne działalności z rodziny non-profit – zacząłem czytać. A gdy już co nieco wiedziałem – zacząłem się z konkretnymi domami dziecka kontaktować. Obrałem sobie za cel znaleźć po jednym domu dziecka z 8 największych miast w Polsce (Gdańsk, Warszawa, Szczecin, Białystok, Poznań, Kraków, Wrocław, Łódź – tak wiem, że zamiast Białegostoku powinna być Bydgoszcz, ale zależało mi na tym, by mieć domy z różnych stron Polski). No więc znalazłem te domy i zacząłem dzwonić.

Po kilku dniach na telefonie już wiedziałem, że jest coś nie tak. Okazało się bowiem, że świat domów dziecka nie wygląda do końca tak, jak mi się pierwotnie wydawało. Zdecydowana większość obdzwonionych przeze mnie domów grzecznie mi za ofertę wzięcia udziału (przyjęcia ode mnie prezentów) podziękowała. Swoją decyzję tłumaczyły na różne sposoby. Najczęściej jednak przewijała się ta sama informacja… mają swoich sponsorów. Mniejszych, czy większych, ale już coś mają. Jeśli zechcemy ich wspomóc – będzie miło; jeśli nie – trudno.

To nie było to, o co mi chodziło. Chciałem faktycznie pomóc, a nie dorzucać do kupki.

Zmieniłem podejście. Poszukałem domów dziecka w mniejszych miejscowościach. Zadzwoniłem, napisałem… i tu dopiero znalazłem to, na czym mi zależało. Szczerą chęć. Tym opiekunom zależało na naszej pomocy. Tym faktycznie mogliśmy pomóc. Nabrałem wiatru w żagle.

Ostatecznie więc wybrałem konkretne domy, zacząłem wszystko organizować, kontaktować się z ludźmi i… ruszyliśmy.

A 3 tygodnie później akcję zamknąłem.

15 placówek, ponad 330 dzieciaków, ponad 35 tysięcy złotych zebrane, ponad 600 wpłacających. Co najmniej kilkadziesiąt osób prywatnych, firm internetowych (choć nie tylko), influencerów i blogerów pomogło nam całą akcję wypromować. Wyszło rewelacyjnie 🙂

Akcja #dladzieciakow - 2014

Trochę więcej o pierwszej edycji akcji znajdziesz tutaj.

Rok 2015

Pierwsza edycja akcji poza jej oczywistym rezultatem (uśmiechem wielu dzieciaków) zaskutkowała też wiedzą, którą w trakcie jej trwania nabyłem.

Trochę jej było, ale z najważniejszych rzeczy… zdałem sobie sprawę:

  • … jak wielkim przedsięwzięciem jest zorganizowanie tego typu akcji (szczególnie dla jednej osoby). Zdałem sobie sprawę z tego jak wielki ogrom pracy trzeba włożyć przed, w trakcie, jak i po samej akcji – by doszła ona do skutku. Wniosek: muszę zarezerwować sobie znacznie, znacznie więcej czasu na samą organizację akcji, jej promowanie, jak i późniejsze zakupy i dostarczanie prezentów.
  • … że potrzebne jest jedno konkretne miejsce do komunikowania wszystkiego, co z akcją się dzieje. I nie może to być tylko sama strona internetowa, na której prowadzona jest zbiórka. Wokół niej dzieje się również wiele innych rzeczy (licytacje produktów, akcje marketingowe partnerów, wzmianki w innych social mediach itp). Wniosek: potrzebuję fanpage’a dla akcji.
  • … w którą stronę należy z akcją podążać dalej. Mianowicie nie w stronę kupowania „typowych”/jakichkolwiek prezentów. Ale w stronę prezentów rozwijających, pomagających dzieciakom lepiej się odnaleźć w późniejszym życiu. Wniosek: idziemy w stronę wspomagania rozwoju umiejętności i talentów dzieciaków.
  • … jak wiele osób zadaje te same pytania – trzeba na nie odpowiedzieć w jednym miejscu, by dostęp do nich był dostępny w każdej chwili, dla każdego zainteresowanego. Wniosek: na stronie akcji potrzebne jest FAQ.
  • … że potrzebujemy logo. Zbyt wielu ludzi sądziło, że mapka w tle przycisku do wpłat jest faktycznym logotypem akcji. Wniosek: potrzebny jest grafik, który stworzy logo.
  • … jak wiele osób dołączyłoby do akcji, gdyby przygotować im gotowce, z których mogliby skorzystać. Wniosek: trzeba stworzyć i udostępnić zarówno materiały graficzne, jak i gotowe teksty promocyjne.
  • … że nie ma sensu robić tego na zewnętrzną organizację/fundację/stworzyszenie. Wniosek: muszę założyć własną fundację.

Nauczony doświadczeniem zacząłem więc wszystko planować i organizować wcześniej. Skontaktowałem się z domami dziecka (zarówno tymi, które brały udział w zeszłorocznej edycji, jak i z kilkoma nowymi). Następnie zabrałem się za wszystkie pozostałe wnioski z poprzedniego roku (tworzenie materiałów, loga, zakładanie fundacji, fanpage’a itp). I na końcu… zacząłem kontaktować się z osobami, które w akcję chciałem zaangażować.

Tym samym po długich godzinach przygotowań doszedłem do punktu, w którym akcję można było rozpocząć.

Nastał 16. listopada, 2015 roku. Czyli pierwszy dzień akcji #dladzieciakow 2015.

21 domów dziecka z całej Polski, blisko 450 dzieciaków, którym chciałbym kupić prezenty. 50 tysięcy złotych do zebrania.

Zbiórka – podobnie jak w zeszłym roku – prowadzona w Internecie i tylko w Internecie. Podobnie promowana przede wszystkim w sieci. I tak jak w zeszłym roku – angażuję w nią kogo tylko się da z branży internetowej. Startupy, trochę większe biznesy webowe, inwestorów, blogerów, vlogerów, internetowe media itd.

Akcja wciąż jeszcze trwa. Zapraszam więc każdego (tak, Ciebie też!) do wzięcia w niej udziału i wpłaceniu choćby złotówki, dwóch, czy pięciu złotych. Każda jedna pomoc się liczy.

Tak więc… dlaczego to robię?

Zastanawiałem się nad tym pytaniem wiele razy. I szczerze mówiąc nie przychodzi mi do głowy inna odpowiedź niż ta właśnie, którą posługiwałem się w zeszłym roku nader często: bo mogę. I chcę.

Czy jestem społecznikiem od urodzenia? Raczej nie. Po prostu lubię pomagać i skoro mam taką możliwość – chcę ją wykorzystać. Bo wierzę, że warto. Mogę sprawić, by na twarzach dzieciaków z domów dziecka pojawił się uśmiech… a to jest dla mnie wystarczający powód, by to wszystko robić.


Zobacz jak wygląda akcja #dladzieciakow w 2016 roku.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *