O życiu

Przymusowe wolne zdrowotne i moje przemyślenia pooperacyjne

Miałem ostatnio tą wątpliwej jakości przyjemność spędzić trochę czasu na przymusowym urlopie, w związku z dość niespodziewanym pobytem w szpitalu. Przy tej okazji postanowiłem zastanowić się nad teorią, o której słyszałem już kilkakrotnie.

Od kilku ludzi już bowiem słyszałem, że taka sytuacja (dłuższy lub krótszy pobyt w szpitalu) sprzyja myśleniu o samym sobie, sprzyja zastanowieniu się nad sobą, swoim życiem. I dochodzeniu do niespodziewanych wniosków.

No ale może po kolei…

Jakieś dwa tygodnie temu dość niespodziewanie mnie pokroili. Rzecz nie do przewidzenia, do której nie było szans się w żaden sposób przygotować. Niby nic aż tak strasznego (wyrostek), ale jednak dość upierdliwe i jeśli nie zająłbym się tym teraz, mogłoby zrobić się niebezpiecznie.

Godziny po mojej pierwszej wizycie u lekarza wylądowałem na stole operacyjnym. Niedługo później było już po wszystkim, a ja wylądowałem w sali pooperacyjnej i w niej spędziłem kilka następnych dni. Jeszcze kilka następnych dni spędziłem w domu, dochodząc do siebie po operacji.

Co daje takie kilka dni przymusowego urlopu zdrowotnego?

Słyszałem od kilku osób, że tego typu problemy zdrowotne kończyły się u nich poważnym zastanowieniem się nad sobą samym i późniejszą zmianą stylu życia. Teraz, już po tym okresie zdrowotnego wolnego, postanowiłem sprawdzić sam u siebie czy ten okres również u mnie charakteryzował się czymś, co by mnie mocniej zastanowiło.

I nie zauważyłem jakiejś ogromnej zmiany w sobie samym spowodowanej niesamowitą pracą intelektualną w okresie rekonwalescencji. Kilka rzeczy zauważyłem – o nich poniżej. Ale zmiany typu ‚o kuźwa, że też ja…’ nie było. A wynikało to najprawdopodobniej z kilku powodów:

  • często osoby, które o takich zmianach opowiadają – w tym okresie dowiadują się czegoś więcej o sobie samych, kim są, czego chcą, co ich uszczęśliwia, a co nie; co im się w ich życiu nie podoba, co powinni zmienić. Ja już to odkryłem wcześniej
  • byłem zbyt mocno skupiony na przeżywaniu tego, co się właśnie działo (to była moja pierwsza w życiu wizyta w szpitalu) – wewnątrz byłem przerażony tym wszystkim co miało miejsce, co mnie otaczało
  • trochę chyba jednak za krótko to wszystko trwało

Paroma jednak rzeczami taka wizyta w szpitalu się niewątpliwie charakteryzuje, więc oto nimi się dzisiaj dzielę.

Czas

Po operacji człowiek ma dużo wolnego czasu. Masę wolnego czasu. Ale wolnego w sensie naprawdę wolnego. Takiego, w którym leży i… nic więcej. Bo wiele więcej nie może. Często nie może jeszcze nic robić, wstawać, chodzić, zwiedzać. Po prostu ma leżeć. Pojawia się więc masa czasu na pisanie, rysowanie, czytanie, oglądanie, czy robienie czegokolwiek innego, co wcześniej mogło być trudniej dostępne.

Normalnie mam deficyt czasu. Tutaj przypomniałem sobie co znaczy mieć go dużo. Ta duża jego ilość była bardzo widoczna. I odczuwalna.

Ciekawe uczucie.

Zdrowie

Ja przynajmniej tak mam, że dopóki zdrowie jest, to o nie jakoś mocno nie dbam. Bo przecież jestem niezniszczalny. Mam zresztą wrażenie, że każdy czuje się poniekąd niezniszczalny. Nie ma przecież szans, by to coś złego, co dzieje się komuś innemu mogło kiedykolwiek zdarzyć się nam. Przeziębienie, czy grypę można przechodzić. Brzuch, czy głowa w końcu boleć przestają. Jakieś objawy czegoś na pewno się nam tylko wydają.

No więc kiedy dzieje się nam coś naprawdę – zaczynamy doceniać własne zdrowie. Bez dwóch zdań. Zaczynamy się o nie martwić, zaczynamy się nim przejmować, zauważać pewne rzeczy. Niekoniecznie od razu idziemy w skrajność hipochondrii, ale jednak własnemu zdrowiu zaczynamy się przyglądać. O nie poniekąd martwić.

Bo zauważamy, że nie do końca jesteśmy nietykalni przez choroby, czy inne przypadłości. Nas one też dotyczą. Nam też coś się może przydarzyć.

Nawyki

Po wyjściu ze szpitala umówiłem się sam ze sobą na zmianę dwóch nawyków. Poniekąd z przymusu, poniekąd korzystając z okazji, poniekąd ze względu na zdrowie właśnie. Po pierwsze dieta, po drugie rzucenie palenia.

Z dietą było prosto, bo po operacji człowiek musi przejść na dietę lekkostrawną. Przez kilka tygodni od operacji dalej wielu rzeczy nie powinien jeść, czy pić. Na dłuższą metę oczywiście tej diety trzymać się nie będę, bo i nie ma to większego sensu, ale już u siebie widzę pewne nawyki, które pojawiły się w wyniku bycia na tej diecie właśnie. Jak na przykład: zwracanie uwagi na to, czy coś było smażone, pieczone, gotowane, czy duszone. Czy coś zawiera coś, czy coś jest czymś, czy czegoś nie ma za dużo itd. Bezdyskusyjnie dobry nawyk.

Drugie to rzucenie palenia. Nikt mi nie powiedział wprost, że palić po operacji nie mogę. Z drugiej strony ja też nikogo nie pytałem. Postanowiłem jednak wykorzystać ten pretekst do rzucenia, bo i już z tym zamiarem nosiłem się od dobrych dwóch-trzech lat. W dokonywaniu poważnych zmian życiowych pomagają duże rzeczy, które w życiu się zdarzają. Dla mnie ta operacja była taką dużą rzeczą. Przypomnienie sobie o niej dość skutecznie zniechęca mnie jak do tej pory od sięgnięcia po fajkę. Aplikacja Kwit też pomaga.

Personel lekarski

Dla przeciętnego pacjenta jego sytuacja jest dramatem. Jakkolwiek poważna by nie była – dla niego jest czymś na miarę końca świata. Dla lekarzy i pielęgniarek – nie.

Wśród personelu lekarskiego panuje znieczulica. I nie mówię tego w sensie negatywnym. Znieczulica panuje, gdyż takich pacjentów jak my widzieli oni już tysiące. Takich sytuacji widzieli tysiące. Na te same pytania odpowiadali tysiące razy. Te kroplówki wymieniali już dziesiątki tysięcy razy.

Znieczulica jest, bo i rutyna jest. Dla nich to kolejny człowiek po operacji; kolejny człowiek podłączony do aparatury takiej, czy innej; kolejny człowiek, który marzy o tym, by być teraz gdzie indziej.

I szczerze mówiąc po kilku godzinach patrzenia na tę znieczulicę – człowiek się poniekąd uspokaja. Zaczyna rozumieć, że skoro pielęgniarka, czy lekarz się specjalnie jego sytuacją nie przejmują, to znaczy, że chyba nic poważnego się nie dzieje. Wszystko przebiega jak należy, komplikacji nie ma i teraz tylko trzeba dotrwać do wypisu.

Pacjenci

Pacjentów spotkać można różnych. Od młodych, po starych. Od bardziej zdrowych, do chorych całkowicie. Od bardziej ruchliwych, do tych mniej. Bardziej rozmownych i tych mniej. Niemal pełne spektrum społeczeństwa.

Ja miałem szczęście, że w pokoju ze mną (poza starszym panem, z którym nie dało się zamienić słowa) był chłopak niewiele młodszy ode mnie, któremu też wycinali wyrostek. Oczywiście równie przerażony swoją sytuacją, co i ja; również po raz pierwszy w życiu w szpitalu. Duża część pobytu wiązała się więc z opowiadaniem sobie nawzajem o swoich odczuciach, swoim bólu, swoich objawach. Człowiek lepiej się czuje, gdy od drugiego pacjenta słyszy, że też go w tym samym miejscu boli. Tym bardziej od pacjenta, który leży tu z tego samego powodu.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *