O życiu

Porywanie kobiet do ślubu

Są takie miejsca na świecie, gdzie by ożenić się z kobietą… najpierw się ją porywa.

Miałem niedawno okazję przeczytać artykuł na temat porywania kobiet.

Porywania nie dla okupu, a dla małżeństwa.

I nie jest to „tradycja”, która była praktykowana lata temu. Jest to proceder, który trwa do dziś. W niektórych regionach Kirgistanu, czy Kazachstanu.

Porywanie kobiet do ślubu

Scenariusz jest zazwyczaj podobny. Mężczyzna wypatruje sobie kobietę, którą chciałby pojąć za żonę. Gdy już taką wypatrzy, może albo zapytać ją o rękę (i gdy ta odmówi – porwać), albo bez pytania – od razu założyć jej worek na głowę, wsadzić do samochodu i wywieźć do domu.

Scenariusz jest zazwyczaj podobny: dziewczyna zostaje uprowadzona z ulicy przez „ukochanego” i jego kolegów, a potem prośbą i groźbą – co często oznacza gwałt – zmuszana do ślubu. Wszystko w aurze „romantycznej tradycji”.

Powodów może być wiele. Najpopularniejsze z nich:

  • mężczyzna uparł się, że ta i tylko ta kobieta ma być jego żoną; a ta mu odmawia
  • mężczyzna nie ma odwagi, by zrobić to w sposób nam wszystkim dobrze znany (randki, poznanie, zakochanie)
  • mężczyzna boi się zniewagi w postaci potencjalnego odtrącenia
  • by ograniczyć koszty ślubu (często takie wesela są znacznie skromniejsze od tych normalnych)
  • bo mężczyzna nie chce płacić za kobietę (rodzice kobiety najczęściej żądają za jej „oddanie” swego rodzaju zapłaty (o tym poniżej)

Co na to wszystko rodzice?

Przede wszystkim warto na to spojrzeć z dwóch stron. Zarówno od strony rodziców kobiety, jak i rodziców jej porywacza.

Patrząc od strony rodziców porywającego mężczyzny, rodzice często naciskają na niego, by ten w końcu się ożenił. Bez względu na to jak to zrobi. To zaś w praktyce oznacza ciche (lub czasem też nie takie wcale ciche) przyzwolenie na porwanie. Bo przecież taka jest „tradycja”.

Z drugiej strony warto na to wszystko spojrzeć od strony rodziców dziewczyny. Kobieta Kirgizka najczęściej jest traktowana jako siła robocza. Czy to żona, czy to matka, czy to córka. To jest po prostu siła robocza. Ma robić to, czego wymagają od niej mężczyźni. A gdy ci tę siłą roboczą mają stracić (bo np. kobieta miałaby się z domu wyprowadzić, wyjść za mąż), żądają za nią zapłaty.

W Kraju Koczowników przyszły małżonek musi zapłacić rodzinie panny młodej kalym – rodzaj wiana, który rekompensuje utratę córki, czyli pary rąk do pracy.

A zapłata ta (szczególnie jak na tamtejsze zarobki) mała nie jest.

Rodzice jego ukochanej oczekują od niego 1500 dolarów, konia, który kosztuje kolejne 300-600 dolarów, krowy (250-300 dolarów), owcy (70 dolarów), nie licząc prezentów dla najstarszych członków jej rodziny.

Gdy już zaś do porwania dojdzie, rodzice kobiety zaczynają negocjacje z rodziną porywacza.

Negocjacje te jednak nie mają na celu ocalenia córki. Bowiem do ślubu i tak dojdzie. Przecież kobieta (często w trakcie porwania gwałcona) została przecież zbrukana. A taka innego kandydata na męża nie znajdzie. A w dodatku okryje rodzinę hańbą.

Do negocjacji zazwyczaj włącza się jej rodzina – skoro została już zbrukana, musi wytrwać przy mężu-porywaczu. W przeciwnym razie przyniesie hańbę, o pogrzebaniu szans na znalezienie przyzwoitego małżonka nie mówiąc.

Czy to nie jest przestępstwo?

Oczywiście, że jest. Ale…

Porywanie panien młodych jest przestępstwem w Kirgistanie, ale w praktyce pozostaje bezkarne.

Dodatkowo zaś:

Sami politycy i ludzie z establishmentu jeszcze niedawno przekonywali, że nic nie można w tej sprawie zrobić. – Moim zdaniem nie możemy zmienić relacji między mężczyzną a kobietą. Dominacja mężczyzn jest nieodwołalna i zawsze będzie. Musimy tylko to przyznać – stwierdził w 2005 roku w rozmowie z Human Rights Watch Embek Tarajanow z biura ombudsmana (rzecznika praw obywatelskich).

Jak bardzo powszechny jest to proceder?

Oczywiście wszystko zależy od regionu, ale jednak:

Nie są prowadzone żadne statystyki, ale według ekspertów i organizacji pozarządowych obecnie nawet co druga zamężna rodowita Kirgizka była porwana. Dwie trzecie z nich były wydane za mąż wbrew ich woli, a co dziesiąta ledwo znała swojego przyszłego męża przed uprowadzeniem. Czasem nawet nie widziała go nigdy wcześniej na oczy.

Tak inny świat

Nie tak znów daleko stąd, a tak inny świat. Tak inne obyczaje i ciche przyzwolenie społeczeństwa. Pisałem już wcześniej o dzieciach skazywanych na śmierć w Afryce. Teraz ten temat zaś nie daje mi spokoju. Coś strasznego.

A może to tylko dlatego, że sam jestem ojcem córki.

(…)

Nie, na pewno nie.

Coś więcej w temacie

Świetny, obszerny raport Human Rights Watch na temat sytuacji kobiet w Kirgistanie.

I trochę w polskich mediach:

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *