O życiu

Jedź do Portugalii. 15 ciekawostek na temat Portugalii, o których nie wiedziałem przed wyjazdem

Portugalia to piękny kraj. O tym akurat wiedziałem na długo przed wyjazdem. Na miejscu jednak dowiedziałem się dużo, dużo więcej.

Pojechaliśmy do Portugalii popróbować surfingu. Surfing był, więc było zajebiście. Ale poza samym surfingiem było też i wiele innych atrakcji.

Portugalia to przepiękny i niesamowicie ciekawy kraj. Rękoma, nogami i innymi kończynami podpisuję się pod stwierdzeniem, że warto go odwiedzić.

Tymczasem z mojego dwutygodniowego wyjazdu wyłuskałem kilka ciekawostek, o których warto wiedzieć.

Południe kraju, Lizbona, Porto

Loading

Streets of #lisbon. #portugal #view #street

View on Instagram

Poszczególne części Portugalii różnią się od siebie, choć nie aż tak może znacząco.

Południe kraju (Faro, Lagos i okolice) to miejsce niesamowicie nastawione na turystykę. Praktycznie wszystko tu kręci się wokół turystów. Każdy oferuje im jakieś usługi. Czas płynie tu wolno i leniwie, nikomu nigdzie się nie spieszy. Wypoczywający tu turyści też raczej hołdują zasadzie, że jeśli wypoczynek, to tylko poprzez smażenie skóry na słońcu, jedzenie, picie i nic nie robienie. Ewentualnie jeszcze zwiedzą okoliczne jaskinie, klify, czy miasteczka.

Lizbona i jej okolice to miejsce, do którego po prostu muszę wrócić. To właśnie tu najbardziej mi się podobało. Cholernie mi się podobało. Z jednej strony jest przepięknie. Sama Lizbona jest wspaniała, a okolice Lizbony – Cascais, Estoril i pobliskie wybrzeża są po prostu niesamowite (co najmniej dwa, czy trzy opowiadania o piratach wymyśliłem spoglądając na pobliskie skalne wybrzeża). Z drugiej zaś strony ludzie tu mieszkający, czy wypoczywający żyją „normalniej” niż na południu kraju (znacznie więcej widać tu osób uprawiających sporty, dzieciaków idących do szkoły, czy ludzi jeżdżących do „normalnej”, nieturystycznej pracy). Turystów jest masa, ale nie przeszkadzają oni specjalnie w niczym (no może nie licząc ogromnych kolejek do najbardziej popularnych turystycznych miejsc).

Porto z kolei jest miejscem stosunkowo dziwnym i na swój sposób przerażającym. Ale i pociągającym zarazem. Klimat tam panujący mi się podobał. I to bardzo. Trochę jakbym trafił do Mordoru. Albo co najmniej do dobrej powieści kryminalnej.

Wyjeżdżając z Porto przeglądałem trochę różnych zdjęć z przewodników reklamujących to miasto. Na 95% z nich widać było to samo miejsce. Nabrzeże, naprzeciwko winnic. I faktycznie samo miejsce jest urokliwe i bardzo przyjemne. Problem tylko w tym, że poza tym miejscem więcej przyjemnych miejsc w Porto nie ma (przynajmniej w tym ścisłym centrum, na starym mieście). Opuszczając tę jedną uliczkę widzimy niesamowite ilości zamkniętych, zabitych dechami, czy zamurowanych budynków i kamienic. Widząc ekskluzywną restaurację, otoczoną kilkunastoma zamkniętymi, zabitymi dechami kamienicami – nie możesz oprzeć się wrażeniu, że stało się tu coś złego. W głowie od razu tworzą ci się myśli z serii „ci ludzie musieli chyba w pośpiechu stąd uciekać, pozostawiając swoje domy, takie zresztą piękne i w takich niesamowitych miejscach ulokowane”. Nie wiem na ile ta myśl jest prawdziwa, ale ciężko było się od niej opędzić. Prawdziwe jest natomiast jedno… Porto to niezłe miejsce na ulokowanie historii jakiejś dobrej mrocznej książki.

Surfing (i inne aktywności) w Portugalii

Loading

Yeah… that could be a perfect plan for the rest of my life. Or at least something I need to do much more often. #surf #surfing #portugal #ocean #waves #board #guincho #beach #sport #life

View on Instagram

Portugalia to zdecydowanie kraj sportów wodnych. Niesamowite warunki sprzyjają aktywnościom typu sporty deskowe na wodzie. Surfing, windsurfing, kitesurfing, bodyboarding, skimboarding… coś niesamowitego. Dla wszystkich fanów tego typu sportów (w tym dla mnie) to będzie miejsce, za którym długo się płacze po wyjeździe. Niesamowite warunki (słońce, ocean, fale, piękne plaże, klify) sprawiają, że chcesz tu zamieszkać i nigdy już tego miejsca nie opuszczać.

Do wszystkich tego typu sportów zdecydowanie polecam zachodnie wybrzeże. To tam są najlepsze plaże i prawdziwe fale. Południe Portugalii jest ok, ale z zachodnim wybrzeżem nic się nie może równać.

Polecam w szczególności: Cascais i pobliską plażę Praia do Guincho (z własnego doświadczenia). Z opowieści innych polecę: Peniche, Ericeira. No i oczywiście Nazare, ale to już dla zawodowców.

Noclegi

Loading

I love hostels. #portugal #cascais #hostel #design #travel

View on Instagram

Nocowaliśmy przede wszystkim w hostelach, raz (w Lagos) wynajęliśmy duży apartament dla nas wszystkich. I cóż mogę powiedzieć? Jest stosunkowo niedrogo (np. noc w hostelu to koszt kilkunastu euro, a często w to wliczone jest śniadanie), a warunki są genialne. Hostele (przynajmniej te, w których my nocowaliśmy) są designerskie, mają niesamowity klimat, oferują naprawdę fajne warunki, a ludzie tam pracujących są naprawdę przyjacielscy i skorzy do wszelkiej pomocy. Apartament, który my znaleźliśmy w Lagos był niesamowity, bardzo duży, w pełni wyposażony. A do tego miał ogromny taras, a do naszej dyspozycji mieliśmy też pobliski basen i kort tenisowy (za darmo).

Do poszukiwań noclegów w Portugalii polecam: Hostelworld, AirBnb i Booking.com.

My nocowaliśmy w:

Zwiedzanie

Loading

Churches in #portugal #lisbon #church #design #art

View on Instagram

Zwiedzać w Portugalii można naprawdę wiele. My raczej staraliśmy się unikać zwiedzania wszystkich tych miejsc mocno obleganych przez turystów. Szkoda nam na to było czasu. Zwiedzaliśmy raczej z zewnątrz, gdzieniegdzie tylko wchodząc do środka.

Dla tych wszystkich, którzy jednak lubią zwiedzać wszystkie te turystyczne miejsca, Portugalia ma do zaoferowania mnóstwo, naprawdę mnóstwo niesamowitych budowli, muzeów, katedr, kościołów, pomników, placów, galerii itd.

Tych, którzy (jak my) wolą zwiedzać „naturę”, Portugalia na pewno nie zawiedzie. Niesamowite widoki, wybrzeża, klify, plaże, wydrążone przez ocean studnie, tunele, jaskinie. I niesamowite efekty wizualne i dźwiękowe odbijających się o skały fal oceanu.

Ja tu w szczególności polecam wybrzeże przy Cascais (Boca do Inferno i dalej w kierunku Praia do Guincho). Moje najulubieńsze miejsce.

Portugalia i pogoda

Pogoda w Portugalii to dość ciekawa sprawa. Jest tam gorąco. Nawet wtedy kiedy wszyscy przepowiadają deszcze.

Jechaliśmy do Portugalii w połowie września. Okazało się, że wszystkie serwisy pogodowe na czas naszego pobytu przepowiadają deszcze i burze.

Na miejscu zaś… słońce i słońce. Jakieś deszcze też były, ale bardzo krótkie, delikatne i praktycznie zawsze w nocy. Raz zdarzył nam się deszcz za dnia, który potrwał trochę dłużej (jak się następnego dnia dowiedzieliśmy od miejscowych – był to deszcz, który sparaliżował zupełnie nieprzystosowaną do takiej pogody stolicę kraju).

O pogodę więc nie ma się co bać. Nawet jak przepowiadają deszcze, to na miejscu i tak pewnie zastaniesz piękne słonce, wysokie temperatury i ciepły ocean.

Transport w Portugalii

Loading

Holidays… I'm on my way. #holidays #portugal #lagos

View on Instagram

Transport publiczny w Portugalii jest drogi. Podróżowaliśmy czym tylko popadło, zarówno taksówką, jak i autobusem, metrem, tramwajem, czy pociągiem. Wszystkie te formy transportu są niestety drogie. Jeszcze metro, czy tramwaje w Lizbonie i Porto najdroższe nie są (trochę ponad 1 euro za bilet pozwalający na godzinny przejazd). Zdecydowanie bardziej boli reszta. Autobus miejski z Estoril na plażę to koszt ponad 6 euro w jedną stronę (dwa autobusy po 3 euro każdy). Autobus z Lagos do Lizbony to koszt około 20 euro. Podobnie pociąg z Lizbony do Porto – ponad 20 euro. Z kolei taksówka z lotniska w Faro, do Lagos – blisko 120 euro.

Do tego stosunkowo ciężko jest podróżować pomiędzy małymi miejscowościami (np. na południu Portugalii). Często dojazd z jednego miejsca, do innego – w którym coś fajnego można zobaczyć – oznacza konieczność podróży z przesiadkami, a same autobusy odjeżdżają stosunkowo rzadko.

Dobry tip: warto rozejrzeć się za alternatywnymi formami transportu. Na przykład w Cascais można wypożyczać rowery za darmo na cały dzień. A podróż takim rowerem, przy takich widokach – stary, coś pięknego!

Ceny

Nie licząc transportu – ceny są w porządku. Jedzenie w restauracji niewiele droższe niż w Polsce. Ceny w sklepach podobne jak w Polsce. Alkohol – szczególnie wino – znacznie tańsze. Alkohol cięższy (np. wódka) droższa (w przeliczeniu około 50 złotych). Ceny noclegów podobne jak w Polsce. Wynajęcie sprzętu do sportów wodnych (np. do surfingu, windsurfingu, czy kite’a) podobnie jak w Polsce (20 euro za dzień).

Wszędobylskie narkotyki

To było jedno z największych zaskoczeń wyjazdu.

W Lagos stosunkowo często pytano nas na ulicy, czy czegoś nie chcemy kupić. Ale to co działo się w Lizbonie… to już było coś z innej planety.

Kto był, ten przybije mi piątkę, bo nie przesadzę chyba specjalnie jeśli powiem, że oprócz ciągle i na każdym kroku słyszanego obrigado, najczęściej słyszanymi przeze mnie słowami w Lizbonie były „Hasz, kokaina?”. Nie trzeba z hostelu wychodzić, by co najmniej dwa razy to pytanie usłyszeć. Spacer głównymi ulicami, to pewne 10-15 propozycji na godzinę.

Kobiety i mężczyźni

Wszystkie jadące z nami dziewczyny jechały tam z nieskrywaną nadzieją – iluż to pięknych, wysportowanych i opalonych Portugalczyków spotkają. Miały robić zdjęcia Portugalczyka Dnia każdego jednego dnia wyjazdu.

I faktycznie kilku takich spotkały (nie wiem jak wyszło ze zdjęciami).

Ale co ciekawe… to raczej nas, facetów, mogłaby boleć szyja od ciągłego obracania się za przypadkowo mijanymi dziewczynami. Tak, Portugalki są naprawdę ładne.

Portugalia i jej jedzenie

Loading

Want some fish? #fishing #portugal #lagos #ocean

View on Instagram

Jedzenie w Portugalii można chyba określić na dwa sposoby.

Po pierwsze… ciężkie. Portugalskie jedzenie jest ciężkie. Mięso lubią krwiste (jeśli zamawiasz w restauracji burgera – lepiej uprzedź, że chcesz mocno wysmażonego, inaczej dostaniesz niemalże surowego). Kiełbasy są tłuste. Jedzenie jest po prostu ciężkie.

Po drugie… owoce morza, ryby. Takiego wyboru ryb jaki jest w portugalskich sklepach, nie doświadczyłem chyba nigdy wcześniej. Do tego w każdym miasteczku targi rybne. Dla wszystkich, którzy gustują w potrawach z owocami morza, czy świeżych rybach – to jest raj na ziemi.

WiFi wszędzie

Internet w Portugalii jest wszędzie. W każdym hostelu, w apartamentach, w każdej restauracji, w każdej knajpie, na dworcach autobusowych, czy kolejowych. I wszędzie jest darmowy.

Język

Język portugalski jest ciekawy. Brzmi trochę jak połączenie hiszpańskiego i rosyjskiego. Nie uczyłem się go nigdy, ale wydaję mi się stosunkowo łatwy do nauczenia. Po kilku dniach spędzonych w Portugalii byłem już w stanie zrozumieć pojedyncze słowa, określenia, czy zwroty. Od samego początku nie miałem też problemu w rozłożeniu wypowiadanych przez Portugalczyków zdań na pojedyncze słowa. Spróbuję kiedyś się tego języka nauczyć. Podoba mi się.

Angielski? Wszędzie. Bez problemu można się porozumieć praktycznie z każdym (z ludźmi w restauracjach, hostelach, wypożyczalniach, kasach dworcowych, na lotniskach, z kierowcami autobusów, taksówek itd). Przez cały wyjazd spotkałem tylko jednego Portugalczyka, który nie mówił po angielsku. Ale on sam podszedł do mnie na ulicy, pytając o drogę. Czyżbym po dwóch tygodniach już wyglądał jak miejscowy? 🙂

Wypożyczalnie samochodów

Samochód chcieliśmy wypożyczyć. Chcieliśmy, ale nic z tego nie wyszło. Powodów było kilka.

Pierwsza sprawa. Ceny wypożyczenia samochodu nie są jakieś przeogromne, ale są za to depozyty. Depozyty, które do małych nie należą. W zależności od wypożyczalni wynosiły od kilkuset do kilku tysięcy euro za samochód. Depozyty pozostawia się w formie blokady określonej kwoty na karcie kredytowej. Ja jednak bałem się ich i unikałem jak ognia. Czemu? Bo ponoć wypożyczalnie tych depozytów zwracać nie lubią (przynajmniej w całości). To przeczytałem w komentarzach różnych ludzi na forach internetowych, to samo też usłyszałem od kierowcy taksówki na miejscu. Wypożyczalnie lubią wstrzymywać się ze zwrotem depozytu kilka dni od oddania samochodu, po czym po tych kilku dniach (kiedy nie ma już nas na miejscu) wyszukiwać wszelkich możliwych zarysowań, czy brudów, by część z tego depozytu pozostawić dla siebie. Nie wiem czy tak jest naprawdę, ale wolałem nie ryzykować.

Druga sprawa. Nie mając wcześniej zarezerwowanego samochodu bardzo ciężko jest o samochód na miejscu. Obeszliśmy i obdzwoniliśmy kilka, jak nie kilkanaście różnych wypożyczalni samochodów w Lagos i okolicach. W żadnej z nich nie było wolnych samochodów. Na lotnisku kilka wolnych samochodów było, ale ceny… jak to na lotnisku.

Trzecia sprawa. Trzeba uważać na dodatkowe opłaty. Nie występują w każdej wypożyczalni, ale w kilku z nich takie wypatrzyliśmy. Dodatkowe 20 euro za sprzątanie samochodu po oddaniu, dodatkowe 20 euro za (i tak w tym samochodzie umieszczony na stałe) sprzęt do wykupu przejazdów autostradami, dodatkowe opłaty za oddanie samochodu po jakiejś godzinie, za oddanie go w jakiejś innej części miasta itd.

Można też wypożyczać skutery i motory. Wypożyczenie takie jest jednak dość drogie + znów wymagany jest wysoki depozyt.

Portugalczycy lubią trąbić

Portugalczycy do specjalnie ruchliwych, aktywnych i wiecznie spieszących się narodów na pewno nie należą. Powiedziałbym raczej, że podchodzą do wszystkiego na totalnym (naprawdę totalnym!) luzie. Ale jednak kiedy wsiądą do samochodu… szczególnie w Lizbonie – budzą się do życia. Uwielbiają na siebie trąbić.

Samo jeżdżenie samochodem po Lizbonie do łatwych nie należy (niesamowicie wąskie uliczki, dużo pieszych, wszędzie różne wzniesienia), a jeszcze to ciągłe trąbienie na siebie dodaje pare punktów do skali trudności.

Po meczu

Akurat byliśmy w okolicy stadionu Benfici Lizbona w trakcie kiedy odbywał się na nim mecz ligowy.

Nauczony polskim doświadczeniem (mieszkam w Gdyni, gdzie jak jest mecz Arki, to unika się wszelkiej komunikacji miejskiej w odległości kilku kilometrów od stadionu), chciałem wraz ze wszystkimi jak najszybciej się z okolicy ulotnić, aby nie trafić na kibiców po zakończeniu meczu. Nie udało się. Trafiliśmy do metra akurat w momencie, kiedy zeszło do niego największe natężenie wszelkiej maści kibiców Benfici.

(…)

I co z nimi? Nic. Wszyscy byli spokojni. Jedni uśmiechnięci, inni smutni. Rozmawiali albo się śmiali. Było miło i przyjemnie. Wszyscy ubrani w odpowiednie klubowe koszulki, szaliki, bluzy. Wszyscy normalni. Nie było widać pijanych, nie było widać agresywnych. Zupełnie jak nie po meczu. Jak nie po polskim meczu.


Myślę, że może też cię zainteresować: Malta i Gozo (i Comino). Historia pewnego wyjazdu. A jeśli lubisz słuchać o podróżach, to ta rozmowa pewnie Ci się spodoba.

Nie zapomnij też spojrzeć na mój kanał – znajdziesz tam trochę filmów (w tym również z podróży), które mogą ci się spodobać.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *