Po co wstawać rano?

Bo i po co? Po co wstawać rano? Przecież kołderka taka ciepła, materac taki wygodny, a ja taki śpiący. A jednak wstaję. Bardzo rano. Wcześnie.


Budzik w telefonie zadzwonił. Ja wychyliłem się z łóżka, kliknąłem ‚stop’, po czym zwlokłem się szybko z wygodnego materaca, by do mojego mózgu nie zdążyła dotrzeć informacja która jest godzina. Stopy poza łóżko i będzie już z górki. Do telefonu mam jakieś dwa metry. Idę, schylam się. Klikam coś, by wyświetlacz się uruchomił.

5.45.

Nie chcę dzisiaj pisać o tym jak wstaję rano. Co robię, by naprawdę rano wstać. Na to przyjdzie jeszcze czas niedługo. Dzisiaj pierwszy artykuł z serii porannego wstawania. Swego rodzaju wprowadzenie w temat. Bo zanim powiem jak, warto wspomnieć po co.

Po co wstawać rano?

Odpowiem krótko, a za chwilę temat bardziej rozwinę.

Ze względu na czas.

„Most people overestimate what they can do in a day, and underestimate what they can do in a month. We overestimate what we can do in a year, and underestimate what we can accomplish in a decade.” ~ Matthew Kelly z książki The Long View

Człowiek uwielbia przeceniać dostępny mu czas. Szczególnie wtedy, gdy zaczyna planować. Bo dopóki nie planuje – nie zdarza mu się to tak często. Gdy jednak zaczyna robić listę rzeczy do zrobienia…

To zajmie mi pół godziny, to godzinę, to dwie, to pół godziny, to piętnaście minut, to dwadzieścia… Razem 10 godzin. Idealnie!

Bullshit.

Dzień dla każdego z nas ma 24 godziny. Tylko i aż 24 godziny. Wszystko, co mamy do zrobienia w ciągu tych dwudziestu czterech godzin musi zostać upchnięte w tych dwudziestu czterech godzinach. Wszystko, bez wyjątku. Nie rzeczy z listy todo. Wszystko. Łącznie ze spaniem, seksem, jedzeniem, załatwianiem się, znowu jedzeniem, znowu załatwianiem, dojściem tam, dojściem z powrotem, odebraniem dziecka ze szkoły, dojechaniem do pracy, powrotem z pracy, pójściem do sklepu, spacerem, spotkaniem się ze znajomymi, rozmową telefoniczną jedną, drugą, trzecią, czwartą…

W sensie, że dużo tego.

Dużo jak na upchnięcie w 24 godziny. Szczególnie gdy lubimy pospać dłużej, a pracę mamy męczącą i potrzebujemy po niej odpoczynku.

Po co więc wstawać rano?

Bo poranne wstawanie daje nam więcej czasu

Czasem jest to faktycznie więcej czasu (bo gdybyśmy tak wcześnie rano tego budzika nie nastawili – pewnie pospalibyśmy dziewięć zamiast tych siedmiu godzin). Czasem jest to wyobrażenie, że mamy więcej czasu.

Jasne, możemy też posiedzieć późno wieczorem, czy w nocy, zamiast wstawać rano. Ale takie wieczorne siedzenie ma dwa minusy, których poranne wstawanie nie ma. A raczej nie minusy, a zagrożenia.

  • Przez siedzenie do późna w nocy może nam się nie udać wstać rano – a raczej na pewno się nie uda
  • Siedząc późno w nocy nie mamy deadline’ów

Siedzenie w nocy = nie uda nam się wstać rano

A za tym idzie zagrożenie w postaci spóźnienia do pracy, czy szkoły (i problemów w tychże instytucjach). Plus zagrożenie dodatkowej porannej nerwówki, robienia wszystkiego w pośpiechu.

I konieczność dłuższego spania. Bo gdyby tak spojrzeć na to obiektywnie, szczególnie w dłuższej perspektywie – okaże się, że przez takie nocne siedzenie będzie nam potrzeba więcej godzin snu.

Siedzenie w nocy = nie ma deadline’ów

A takie nieposiadanie deadline’ów nie jest niczym dobrym. Po pierwsze deadline’y motywują. Po drugie deadline’y nie pozwalają na siedzenie nad czymś dłużej.

Wyobraźmy sobie, że musimy zdążyć do pracy na 9. Godzinę zajmuje nam ogarnięcie się przed pracą, ubranie, umycie, zjedzenie śniadania i dojechanie do robo. Wstajemy o 6. Mamy więc dwie godziny na swoje tematy. O ósmej musimy już te tematy zarzucić, bo inaczej nie zdążymy. Jest deadline, którego przy wieczornym siedzeniu nie ma.

A gdy deadline’u nie ma, to i siedzimy dłużej. A gdy siedzimy dłużej – wracamy do powyższego punktu i nie wstajemy rano. I mamy później problemy, bo jesteśmy spóźnieni.

Są jeszcze dwa dodatkowe – dość specyficzne i nie u każdego mające zastosowanie – powody.

Zmęczenie po pracy vs brak zmęczenia przed pracą

To ma zastosowanie szczególnie u tych, którzy chcą robić coś kreatywnego albo męczącego. Czy to fizycznie, czy umysłowo.

Większość z nas jednak pracuje w pracy. Pracuje ciężko. I męczy się tam. A po pracy, tej full-time’owej, potrzebuje odpoczynku. Myśl o konieczności późniejszego – jeszcze kolejnego – wysiłku, nie działa na nas najlepiej. Bo skoro jesteśmy zmęczeni – powinniśmy odpocząć. A nie dalej harować.

Rano zaś nie zdążyliśmy jeszcze się zmęczyć. Jesteśmy wypoczęci i zregenerowani. A wszystko to dlatego, że dopiero co wstaliśmy z łóżka.

Niebieski ekran

Dla wielu z nas, siedzenie do późna w nocy, oznaczałoby robienie czegoś, co ma coś wspólnego z komputerem, telefonem, tabletem, czy telewizorem. Czyli oznaczałoby gapienie się w niebieski ekran.

A gapienie się w niebieski ekran nie pomaga w zasypianiu (przez co znowu tracimy czas). A przede wszystkim nie pomaga w odpoczynku i regeneracji. (polecam choćby ten artykuł, ale też i ten).

Nie wspominając już o tym, że gorszy sen to potencjalnie większe problemy ze zdrowiem (wspominałem Wam już o moim szpitalnej wizycie, prawda?).

Lepiej więc pogapić się w ten niebieski ekran po przebudzeniu. A nie tuż przed pójściem do łóżka.

Czy więc warto wstawać rano? Ale tak rano, rano?

Tak, zdecydowanie warto. Przede wszystkim ze względu na czas, który dzięki temu zyskujemy. A co za tym idzie też – dodatkowe możliwości.


PS. Powyższy cytat pochodzi z książki The Long View.

PS2. Następny wpis z serii o porannym wstawaniu: Co robić wieczorem, by nie mieć problemu z porannym wstawaniem?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *