O życiu

Londyn, Swindon – Polska to czy UK?

Od kilku lat nie byłem już w Anglii. Gdy się więc ostatnio nadarzyła okazja, by to zmienić – trzeba było z niej skorzystać. No więc pojechałem.

A konkretniej to pojechaliśmy. Dwie osoby dorosłe, jedno dziecko.

Wyjazd czysto prywatny. Pobyt na 5 dni. W tym czasie dwa miasta: Londyn i Swindon.

Gdańsk -> Londyn

Nie od dziś wiadomo, że do Londynu trudno z Polski nie jest się dostać. Mamy RyanAira, mamy Wizzaira. Obie linie latają czasami i po kilka razy dziennie. Bilety są często tańsze niż koszt dojazdu na lotnisku.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Lecieliśmy Ryanairem w obie strony. Sam lot jak to lot. Nic wielkiego się nie działo. Mało miejsca na nogi, a stewardesy przez całą drogę coś próbują opchnąć (to jedzenie, to picie, to perfumy, to losy na loterię, to jeszcze coś innego). Swoją drogą – tragedia, ani na chwilę nie było ciszy i spokoju. Pod tym względem Wizzair (mimo, że też nie idealny) jest jednak dużo lepszy.

Nikt nie klaskał po wylądowaniu. Wow!

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Stansted -> Londyn

Stansted znajduje się w odległości kilkudziesięciu kilometrów od Londynu. Po wylądowaniu więc pierwszym punktem docelowym było miejsce, w którym kupimy bilet na środek transportu. Podszedłem do maszyny z biletami na pociągi i innej, z biletami na autobusy. Pociąg był droższy, z przesiadką i nie jechał tam gdzie chcieliśmy (więc kolejne przesiadki by nas czekały). Później dowiedziałem się, że są też pociągi bez przesiadek, ale nie było mi dane ich sprawdzić na tym wyjeździe. Wybór więc padł na autobus. W National Express koszt biletu to 10 GBP za osobę.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Ceny w Anglii

Ceny w Anglii są bardzo wysokie. Wiem, że za granicą nie przelicza się kosztów na złotówki. Mimo wszystko jednak po powrocie każdy spogląda na swój rachunek (a przynajmniej powinien!) i widzi ile mu zeszło z konta polskich złotych.

Na cały wyjazd wydałem tyle, co na wakacje na Malcie i Gozo. Ehhhh, no nic, trzeba zagryźć zęby i iść dalej.

Jedzenie, ubrania, wydatki codzienne jeszcze najdroższe nie są. W dużej części niewiele droższe niż w Polsce. I oczywiście ceny odpowiednio wyższe w Londynie, niższe w innych miastach Anglii.

Za to ceny transportu już bardzo, ale to bardzo mocno drylują kieszeń. Autobus: 10 GBP za osobę, metro: jednorazowy bilet około 5 GBP, Oyster Card: 5 EUR + doładowywanie, gdzie za bilet wychodzi niewiele mniej niż za jednorazowy przejazd, pociągi: po kilkadziesiąt GBP za przejazd, za osobę.

Auć!

Ceny mieszkań w Londynie i w UK w ogóle

Z autobusu wysiedliśmy w Stratford. Daleko nie było. Godzina jazdy autobusem ze Stansted.

Stamtąd metro, kawałek piechotą i byliśmy w mieszkaniu mojego dobrego kolegi, u którego spędzaliśmy pierwszą noc. Na szczęście w czasie całego wyjazdu nocowaliśmy zawsze u kogoś, więc ten koszt nam odszedł.

Mieszkanie, a w sumie to taki mały domek, śmieszne. W szeregu innych, jemu podobnych domków. Otoczony już zbudowanymi lub dopiero się budującymi nowoczesnymi apartamentowcami.

Tego dnia, jak i w kolejnych, udawało nam się trochę porozmawiać z „tubylcami” na temat cen mieszkań w Anglii (nie tylko w Londynie, ale w Anglii w ogóle). I przyznać trzeba jedno: w Londynie ceny mieszkań są bardzo, ale to bardzo wysokie. W innych częściach Anglii również, ale jednak 2-3 razy niższe.

W samym Londynie wynajęcie mieszkania to koszt rzędu 1 500-2 000 GBP miesięcznie. Pokoju: kilkaset GBP. Zakup mieszkania w Londynie to powiedzmy koszt rzędu > 800 000 GBP. Oczywiście wszystko zależy od dzielnicy, standardu itp. To jest jednak taka cena minimalna.

W innych miastach Anglii (np. w Swindon) ceny te są 2-3x niższe. Na przykład można tam kupić domek (dajmy na to 150m2) za około 300 000 – 400 000 GBP.

Wieczór w Londynie

Pierwszego wieczoru postanowiliśmy spotkać się ze znajomymi. Wyruszyliśmy na Waterloo, gdzie piechotą doszliśmy w okolice London Eye i tam znaleźliśmy miejsce, aby usiąść.

Czwartek wieczór i miasto (a przynajmniej okolice Waterloo) pełne ludzi. Ludzi, którzy idą się bawić. Fajny widok.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Knajpy w Londynie są całkiem przyjemne, zawsze je lubiłem. Dobrze się w nich człowiek czuje, jest wesoło, radośnie. Tak je przynajmniej zapamiętałem.

Tym razem było tak samo. Znaleźliśmy jednak nie knajpę, a restaurację (w końcu byliśmy z dziećmi) i w niej usiedliśmy. Miło, przyjemnie, wesoło. Nie aż tak strasznie drogo (powiedzmy, że dwukrotność ceny polskiej). Fajnie spędzony czas.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Nastał czas powrotu. Wróciliśmy do metra, wyciągnęliśmy Oyster Cardy, zapłaciliśmy za przejazd i do mieszkania.

Oyster card

Oyster card to taka karta miejska w Londynie. Karta, którą doładowujesz, by później przykładać do czytnika przy wejściu do metra, czy autubusu. Pieniądze z niej ściągane są właśnie przy okazji przyłożenia jej do czytnika.

Oyster card kupić można wszędzie (przy każdej stacji metra) oraz w Internecie. Doładowywać też ją można wszędzie. Na przykład gotówką w sklepie na stacji metra, czy przez Internet. Jest bezimienna, nie trzeba więc jej w żaden sposób rejestrować. Po prostu kupujemy, doładowujemy i korzystamy.

Cena za przejazd w przypadku korzystania z tej karty jest niższy niż w przypadku kupowania jednorazowych biletów. Nie wiem dokładnie o ile, gdyż nie zwracałem na to aż tak dużej uwagi, ale na pewno jest niższa.

Cena takiej karty w sklepie na stacji metro: 5 GBP.

Sam says… #london #traveling #londonlife #street #uk #traffic

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

Oxford Street i okolice

Następnego dnia postanowiliśmy wyruszyć w miasto, w stronę Oxford Street. Sami chcieliśmy zwiedzić okolicę, a przy okazji też pokazać Młodej kilka sklepów z zabawkami (oczywiście ogromny Hamleys i Disney Store). Jak już tu byliśmy, nie mogliśmy nie skoczyć na Soho, czy w okolice Leicester Square (M&M’s World).

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Było miło, przyjemnie i mega, mega tłoczno. Ja osobiście lubię takie klimaty, ale jeżdżenie wózkiem z dzieckiem po zatłoczonej Oxford Street nie było dla co poniektórych wielką przyjemnością.

It's a small, small world #world #smallworld #song #disney #london #traveling

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

Oxford Street, jak Oxford Street. Duża ulica, przeogromna liczba sklepów, gwarno, głośno, tłoczno. Ok, ale nie ma czym się zachwycać. Z kolei Soho, Chinatown, Leicester Square… dalej oczywiście mnóstwo ludzi, turystów i miejscowych, masa rzeczy się dzieje dookoła. Ale też klimat trochę inny. Bardziej artystyczny, przyjemny. Naprawdę fajny.

London babe #traveling #london #visit #walkinglondon #street #city #uk #entrepreneurlife

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

English Chinatown #uk #city #street #walkinglondon #london #travel #traveler #chinatown #chinatownlondon #china #lovetravel

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

How cool is that! #cool #talent #athlete #london #artist #lovetravel #londonlife

A video posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

Londyn -> Swindon

Po zwiedzeniu tego kawałka miasta mieliśmy wyruszyć do Swindon. Na szczęście udało nam się tam dojechać z innym przyjacielem, jego samochodem. Wygodniej, przyjemniej, taniej. Ceny pociągów nas przerażały.

Wyjeżdżaliśmy jakoś po 18. Trochę ponad 2 godziny jazdy, z czego ponad godzina to sam wyjazd z Londynu (a byliśmy w północnej części miasta, niby niedaleko od jego granicy).

Swindon

Swindon to miasto oddalone o około 100km od Londynu. Znacznie mniejsze (jakieś 300 000 mieszkańców) i dużo, dużo spokojniejsze. Z wyglądu trochę jakby robotnicze, trochę też jakby jedna duża sypialnia. Taka mniejsza Bydgoszcz, w wydaniu brytyjskim.

Życie tu płynie wolniej, spokojniej.

Ponoć duża część mieszkańców jeździ stąd do pracy do Londynu.

I znów o tych kosztach muszę

Na bilet roczny na pociąg ze Swindon do Londynu wydać musimy 8 000 GBP. Do tego też oczywiście dochodzą koszty dojazdów na dworzec w Swindon (swoją drogą, to strasznie brzydki!), koszty parkingu pod dworcem, koszty przemieszczania się w Londynie. Znów przeliczając na złotówki, wychodzi nam trochę ponad średnia krajowa polskiego pracownika na same dojazdy.

W Swindon, ale też w Londynie, jak i innych miastach angielskich płaci się za wszystko. W jednych miejscach mniej (np. cena koszulki dla dziecka w Primarku to koszt półtora funta, a koszuli męskiej 10-15 GBP); w innych więcej. Ale generalnie zawsze się płaci. Łącznie z kolejką jeżdżącą po korytarzach centrum handlowego (2 GBP za dziecko i 2 GBP za towarzyszącego mu dorosłego).

Jedzenie można za to znaleźć przepyszne, w w miarę normalnej cenie. Poszliśmy na chińszczyznę w jednym z centrów handlowych Swindon i była bardzo, ale to bardzo, bardzo dobra.

Sklepy angielskie(polskie)

W czasie całego naszego pobytu w Swindon musieliśmy parę razy skoczyć do sklepów po zakupy. Zwykłe spożywcze zakupy.

I tak jak w Londynie nie widzieliśmy polskiego sklepu (choć wiem, że jest ich sporo), jedynie litewski z polskimi produktami; tak w Swindon polskich sklepów jest cała masa. Tu nawet znaleźliśmy Biedronkę (tak, prawdziwą polską Biedronkę, z logiem tegoż sklepu), z polskimi produktami, polskimi napisami, reklamami, z mówiącymi po polsku Polakami, zachęcającymi do degustacji polskich produktów. Była też Żabka, ale nie ta polska. Po prostu sklep nazywał się Żabka.

Było też kilka innych polskich sklepów, z polskimi szyldami oraz masa innych sklepów spożywczych z polskimi produktami.

Polacy w UK

Polaków w Anglii jest po prostu mnóstwo. I widać to na każdym kroku. Czy to w Swindon, czy w Londynie. Na ulicy, w sklepach, w autobusach, w metrze. Wszędzie tam co chwilę słychać ludzi mówiących po polsku.

Pierwszy raz w Londynie byłem kilkanaście lat temu. Moim pierwszym wspomnieniem z tamtego wyjazdu (jechałem tam wtedy autokarem z Polski), były słowa żebrzącego po polsku człowieka, który zbierał pieniądze na flaszkę. Później jednak Polaków (poza tymi, z którymi przyjechałem) nie widziałem zbyt wielu.

Tym razem było inaczej. Przez te kilkanaście lat zmieniło się pod tym względem bardzo, bardzo dużo. Miałem wrażenie jakbym był w Polsce. No może nie w Polsce na ulicy, ale np. na lotnisku w którymś z większych polskich miast. Co chwile dochodziły moich uszu zdania, to po polsku, to po angielsku.

Swindon -> Londyn

Wracaliśmy ze Swindon do Londynu w poniedziałek. Tego dnia też wieczorem mieliśmy wrócić do Polski.

Jechaliśmy pociągiem (trochę ponad 30 GBP za bilet dla jednej osoby), niecałą godzinę. Szybko, sprawnie, wygodnie i przyjemnie. W pociągu prąd i darmowe WiFi.

Wysiedliśmy na stacji Paddington.

Going somewhere? #londonlife #lovetravel #london #station #paddington #travel #traveling

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

Paddington -> Westminister

Uwielbiam tę stację. Chyba pierwszy raz na niej byłem. Stacja Paddington jest duża i naprawdę, naprawdę ładna. A na każdym kroku widać na niej nawiązania do Paddington Bear, co jeszcze dodaje jej swoistego uroku.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Z Paddington postanowiliśmy pójść piechotą do Westminister. Naszym celem było dotrzeć w okolicę Big Bena.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Sama decyzja była naprawdę dobra. Choć samo przejście trochę nam zajęło (szliśmy chyba z dwie godziny, z torbami podróżnymi na ramieniu), to jednak to, co mijaliśmy po drodze było warte tego wysiłku. Bardzo fajne domy i klimatyczne uliczki, Hyde Park, co chwilę jakieś konie jeżdżące po mieście, Pałac Buckingham i jego okolice, aż w końcu Westminister i Big Ben. Tak, wszystko to robiło naprawdę dobre wrażenie.

Look right. Look left. #street #london #londonlife #hydepark #walking #travelling #look #normallife

A photo posted by Karol Zielinski (@karolzielinski) on

W samym Londynie chyba mieszkać bym nie mógł, ale jednak Hyde Park i jego okolice zawsze z wielką przyjemnością odwiedzam.

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

Piętrowy autobus do Victoria Station

Z Westminister postanowiliśmy przejść piechotą do Victoria Station, skąd mieliśmy autobus na lotnisko. Dłuższy kawałek przeszliśmy (robiąc po drodze zdjęcia grającym na dudach Szkotom), by ostatecznie wsiąść na chwilę do autobusu (piętrowy autobus, którym nasza Młoda chciała się przejechać od pierwszego dnia naszego pobytu w UK).

Londyn i Swindon - UK to czy Polska?

W autobusie kierowca Polak, z którym dojechaliśmy do Victoria Coach Station.

Victoria Coach Station

To, że Victoria Coach Station jest brzydkie to jakby nic nie powiedzieć. Jest bardzo brzydkie, do tego też trochę śmierdzące i mało przyjemne. No ale stąd odjeżdżają wszystkie autobusy, więc wyjścia nie było.

Na dworcu w środku mnóstwo ludzi czekających w kolejce przed wyjściem z dworca do miejsca postojowego autobusów. W kolejce – ta, jasne. Nie będziemy stać przecież w kolejce, skoro mamy kupione bilety na konkretną godzinę.

Część z nas jednak coś zaniepokoiło. Godzina odjazdu się zbliżała, a kolejka się nie zmniejszała. W końcu ktoś wypalił:

– A może tu jest jak w Szwecji? Nie liczy się, że masz kupiony bilet. Może się zdarzyć, że o danej godzinie nie pojedziesz, bo już w autobusie nie ma więcej miejsc.

Ta bardziej myśląca część załogi (wracaliśmy do Polski większą grupą) poszła do autobusu sprawdzić co i jak.

I poszła tam w ostatnim momencie.

Udało się wsiąść do autobusu. W ostatniej chwili. Po nas już ludzi odprawiali z kwitkiem, a raczej z biletem kupionym na autobus, którym jednak nie pojadą.

Londyn -> Stansted

Na lotnisko znów jechaliśmy National Expressem. Tym razem jednak nie ze Stratford, a z Victorii, która znajdowała się w centrum miasta. Tak jak więc w tę stronę jechaliśmy jakąś godzinę, tak tym razem przyszło nam jechać ponad 3 godziny. Bo Londyn, korki, zamknięty most…

Nie muszę chyba specjalnie dużo wspominać o nerwówce jaka wszystkim towarzyszyła, szczególnie jadącym z nami Hiszpanom, którzy chyba przez te wszystkie opóźnienia właśnie spóźniali się na lot. My na szczęście mieliśmy więcej zapasu i zdążyliśmy bez większych problemów.

Sama podróż jednak do przyjemnych nie należała. Korki, ciągłe przyspieszanie i hamowanie, nerwówka współpasażerów, zapchana, śmierdząca toaleta, a przy tym niedziałający prąd i WiFi (w obie strony nie działało, mimo że niby powinien). Nie było to raczej najmilsze doświadczenie.

No ale dojechaliśmy w końcu na lotnisko

I to było najważniejsze. Na samym lotnisku (ale się rozbudowało od czasu jak tu byłem ostatni raz!) spokojnie, bez większych problemów. Bilety w telefonie, bramki, ostatnie zwiedzanie duty free i do samolotu.

Po dwóch godzinach lotu byliśmy z powrotem w Gdańsku, a po dotknięciu ziemi przez koła naszego samolotu, ponownie jak wcześniej, nikt nie zaklaskał.

Byliśmy już w domu.


Jeśli lubisz słuchać o podróżach, to ta rozmowa pewnie Ci się spodoba.

2 komentarzy

  1. Gazag

    Zastanawiam się gdzie tu jest ten opis, że to niby jak Polska już…

    1. Raczej nigdzie tego opisu w tekście nie ma.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *