O życiu

Kościół, dzieci i kwestia wyboru religii

Z jakim rodzicem w wieku podobnym do mojego (30+) bym nie rozmawiał, wszyscy powtarzają jak zaklęci to samo. Może ujmują to inaczej, ale znaczenie tych słów jest raczej podobne.

Chrzczę dziecko, bo chciałbym by wychowało się w mojej wierze, a później dam mu możliwość wyboru. Niech zdecyduje co woli. Ta religia, czy inna. Jego/jej wybór, a ja to uszanuję.

Religia

Religia to w ogóle dość ciekawy i trudny temat. Większość z nas została wychowana w religii katolickiej. Przez większość życia wpajano nam do głowy wartości związane z tą religią właśnie. Robiła to szkoła, robiło to „państwo”. Święta kościelne były i są świętami państwowymi. Często widywaliśmy ludzi Kościoła, którzy wypowiadali się na tematy polityczne oraz polityków, którzy wypowiadali się na tematy religijne.

Czy nam się to podoba, czy nie – tak jest to wszystko skonstruowane. Żyjemy w katolickim kraju. To mieszanie się różnych sfer (religii i polityki) jest złe, ale w pewnym sensie zrozumiałe.

No ale nie o tym ja miałem…

Rodzice

Rodzice też nam wpajali do głowy wartości katolickie. Bo w końcu nas ochrzcili, a później…

No właśnie. Co później?

Nie wiem jak to wyglądało u ciebie, ale ja na palcach jednej ręki mogę policzyć ile razy rodzice kazali mi iść do kościoła. I nie potrzebuję żadnych palców, by policzyć ile razy poszli tam ze mną. Nie mówię oczywiście o chrzcinach, komuniach, bierzmowaniach, ślubach, czy pogrzebach. To jest inna kategoria.

Generalnie niby byłem katolikiem, ale jednak katolickich obowiązków nie spełniałem zbyt często. Bo i nie miałem nigdy „wzorca”, który mógłbym naśladować. A jako dziecko takiego wzorca potrzebowałem. Bo byłem dzieckiem. A dziecko wzorca do naśladowania potrzebuje jeśli ma coś robić, w jakimś kierunku się rozwijać, jakiejś postawy, czy zachowania nauczyć.

I wracając teraz do czasów dzisiejszych

Rozmawiam więc z tymi rodzicami, którzy mówią mi, iż dziecko ochrzcili, a za chwilę dadzą mu pełną swobodę w kontekście wyboru religii. I mam wrażenie, jakbym rozmawiał ze swoimi rodzicami.

Bo tak jak rozumiem i popieram ich podejście – sam jestem zwolennikiem takiego postawienia sprawy – tak nie widzę, by robili coś, co umożliwiłoby tym dzieciom podjęcie świadomej decyzji. Bo i nie pójdą z tym dzieckiem do kościoła, bo i nie pójdą na mszę, nie porozmawiają z nim o religii, o wyznaniach w ogóle.

Pozwolą by dziecko samo gdzieś się o tym dowiedziało, gdzieś coś usłyszało, gdzieś tego spróbowało i tym samym wyrobiło sobie własną opinię. Trochę jak z sexem. Ojciec/matka będą odkładali TĘ rozmowę na później, aż w końcu ten młody człowiek sam się nauczy co i jak. Na własnych błędach oczywiście.

Z tym wyborem (religii) to jest trochę tak, że jest on ważny. A wszystkie ważne wybory powinny być podejmowane w oparciu o wiedzę. O wiedzę na każdy z tematów, spośród których wybieramy.

Co wolisz? Jabłko, czy duriana? Nie wiesz co to durian? Nie próbowałeś? No zobacz…

Z religią jest podobnie. Jeśli dziecko nie pozna smaku bycia katolikiem, to nigdy nie podejmie świadomie decyzji odnośnie tego, czy chce nim być, czy też nie. Bo jak może ją podjąć, kiedy zna tylko życie a’la wierzący, niepraktykujący. A nie pozna tego smaku dopóki rodzic nie zaprowadzi go do kościoła, nie porozmawia z nim na ten temat, nie pokaże mu co to znaczy tym katolikiem być.

Jeśli liczysz na szkołę, to licz dalej

Podobnie zresztą jeśli liczysz na księdza, czy Kościół w ogóle. Ale o tym za chwilę.

Wiesz co robi moja córka na lekcjach religii w pierwszej klasie podstawówki? Uczy się modlitw na pamięć. Jednej, dwóch, trzech w miesiącu.

Zgadnij ile rozumie z tych modlitw.

(…)

Tak, dokładnie tyle.

Zgadnij czy wie po co te modlitwy.

(…)

Mhm, dokładnie.

Zgadnij czy ktoś jej w szkole kiedyś próbował wytłumaczył czym jest religia, po co jest kościół, czemu powinno się chodzić do kościoła. A nie, przepraszam – tego się ze szkoły dowiedziała. Bo jeśli nie będzie chodzić, to siostra będzie zła, a ona pójdzie do piekła.

Mniej więcej tyle.

Byłem ostatnio w kościele

Nie zdarza mi się to zbyt często. Sam sobie mam wiele do zarzucenia w tym kontekście. No ale próbuję coś z tym zrobić i się poprawić. Więc byłem. Była Środa Popielcowa, córka powiedziała, że musimy iść (bo tak jej siostra w szkole powiedziała), więc poszliśmy.

Msza dla dzieci.

Modlitwy, modlitwy… standard. W pewnym momencie ksiądz wziął do reki ruchomy mikrofon i zaprosił wszystkie dzieci do siebie, do przodu.

Postanowił zorganizować małe przedstawienie. Wybrał więc dwójkę dzieci, którym wręczył po kartce papieru. Na jednej było napisane „niebo”, na drugiej „piekło”. Posłał jedno dziecko w jeden róg ołtarza, drugie w drugi. Wybrał trzecie dziecko, które poprosił by poszło w stronę „piekła”, zbliżyło się do niego, po czym zawróciło i poszło w stronę „nieba”.

Dziecko tak zrobiło.

Ksiądz wytłumaczył wszystkim innym zebranym małolatom co się właśnie wydarzyło. Że tu oto człowiek szedł w stronę piekła, ale nagle zmienił kierunek i zaczął iść w stronę nieba. I zapytał dzieci co ten ów człowiek musiał zrobić, by móc zmienić kierunek i zacząć podążać w stronę nieba.

Dzieci zaczęły się zgłaszać i odpowiadać na pytanie. „Wyspowiadać się!” – mówi jedno. „Pójść do komunii’ – mówi drugie. „Iść do kościoła” – powiedział ktoś trzeci.

Księdzu chodziło o to, że człowiek musiał zawrócić, odwrócić się i świadomie obrać nową ścieżkę.

W końcu któreś z dzieci powiedziało: „nawrócić się”. „A co to znaczy się nawrócić?” – zapytał ksiądz.

I nastała cisza.

(…)

Ksiądz więc poprosił dzieci, by wróciły do ławek i kontynuował mszę. Nie powiedział dzieciom czym to nawrócenie jest.

To jest rola rodzica

Nie nawołuję do tego, by nagle wszyscy rodzice zaczęli chodzić ze swoimi dziećmi do kościołów, meczetów, czy synagog. Wiem, że to jest nierealne. Chciałbym jednak wierzyć, że kiedyś przyjdzie czas, że rodzice zaczną rozumieć konsekwencje swoich decyzji. Bo wybór ochrzcić, czy nie ochrzcić, to jest jakaś decyzja. Decyzja, która niesie za sobą pewne konsekwencje.

Jeśli chcesz, by Twoje dziecko podjęło kiedyś decyzję odnośnie swojej religii lub jej braku – super. Ale skoro od małego nakierunkowywujesz je na jakąś religię, to nakierunkowywuj dalej i pomóż mu zrozumieć to wszystko. A jeśli nakierunkowywać nie chcesz, to nie chrzcij w ogóle.

Jeden komentarz

  1. Strus

    Co racja to racja tez tak miałem z rodzicami😄

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *