Korpo, czy nie korpo? Co to w ogóle za pytanie?

Ludzie młodzi, ci młodsi ode mnie zadają sobie to pytanie. Ci starsi też je zadają. Korpo, czy nie korpo? Oto jest pytanie.

Z dużych portali czytam regularnie tylko jeden. Gazetę. Po prostu jakoś tak mi leży.

Co i rusz jednak od jakiegoś czasu widuję tam artykuły, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji.

Korpo, czy nie korpo? Co jest dobre, co jest złe?

Serio? Serio, cholera, zadajesz to pytanie?

Odpowiedź jest jedna. Wyryj to sobie na ścianie w sypialni. I wbij to sobie do głowy. Korpo jest dobre. Tak jak i nie-korpo jest dobre.

Dlaczego ludzie tak strasznie przekonują innych do tego, że jedyna słuszna droga to uciec z sideł korporacji? A inni, że korporacje są dobre i wspaniałe, a praca w nich powinna być marzeniem nas wszystkich?

Nie ma jednej drogi. Nie ma jednej dobrej drogi. Jest droga dobra dla nas. Dla mnie, dla Ciebie, dla niej i dla niego. Nie inaczej.

Jedni są stworzeni do bycia wolnymi strzelcami, wolnymi duszami, czy też nazwij to sobie jak chcesz. Inni nie. Inni cenią sobie ponad wszystko święty spokój, stabilizację, mniejszy stres.

Doradzałem już ludziom w życiu nie jedno. Doradzałem zmianę. Byłem głupi, więc to robiłem. Jedni mnie posłuchali i są szczęśliwi. Inni mnie posłuchali i nie są szczęśliwi. Jeszcze inni nic nie zrobili i są jacy byli.

Wszystko zależy od człowieka. Od jego osobowości i charakteru. Od jego charyzmy, motywacji, umiejętności samozaparcia, możliwości, dążenia do wyznaczonego celu. Nie każdy jest taki sam.

Czytam takie artykuły jak ten i sam już nie wiem.

Stać mnie, żeby wejść do sklepu i kupić dobre ołówki, farby, jakie chcę, ale nie mam czasu ani specjalnie siły, żeby malować. (…) Kiedy odnajdę swoją drogę, na pewno odejdę. Tylko jak ją odnaleźć, kiedy o 19 wychodzę z pracy?

Serio? Kurde! Masz pasję, chcesz coś robić, ale kończąc pracę o 19, nie masz czasu żeby robić to swoje upragnione, wymarzone coś? Wiesz co… po 19 dalej jest dzień. Są też weekendy, są też dni wolne, święta. A codziennie można wstawać wcześniej.

Ale wiem, że gdybym pracowała jako freelancer, robiąc zdjęcia, malując lub projektując wnętrza, zniszczyłby mnie stres. I tak nie mogłabym robić tego, co chcę, bo ciągle bym się bała, że nic nie sprzedam. A ja w strachu nie potrafię tworzyć, właściwie w strachu nie potrafię żyć. Poza tym krytyka mojego obrazu albo zdjęcia to dla mnie jak policzek.

Aha, no więc wszystko jasne.

A teraz najważniejsza rzecz: to wszystko jest tymczasowe, to korpo to tylko na chwilę. Nie wiem, kiedy zrezygnuję z korporacji, ale wiem, że ten dzień nadejdzie. Jestem artystką, to jest bardzo ważna, jeśli nie najważniejsza część mojej tożsamości.

Bullshit. Nie odejdziesz. Bo nie jesteś do tego stworzona. Przecież nie każdy musi być. Po co wmawiać sobie, że jest inaczej?

Pamiętam…

Pamiętam jak sam odchodziłem z korporacji. W 2007 roku. Na koniec roku otworzyłem własną działalność i powiedziałem sobie, że teraz będę robił to, co kocham. Na swoim. Było fajnie… przez chwilę. Później zaczęły się problemy jak zwykle… klienci nie płacili, a ja płacić dalej musiałem. Odpuściłem sobie. Po roku zamknąłem działalność, by przez kilka kolejnych miesięcy jeszcze ściągać należności od byłych klientów. Nie żałuję tego okresu, choć jego skutki odczuwam do dziś.

7 lat później. Nie pracuję w korporacji. Ale nie pracuję też w 100% u siebie. Pracuję za to po kilkanaście godzin dziennie. I co? I dalej wstaje między 5, a 6 żeby porobić swoje rzeczy. Dalej czekam aż córka położy się spać, aby porobić coś innego, bo i szkoda mi to robić, kiedy ona jest na nogach, a ja mogę w tym czasie się z nią pobawić. Po co? Bo taką mam naturę. Człowieka, który musi robić swoje rzeczy. Może kiedyś się uda, może nie. Ale próbuję… bo tak właśnie mają ci, którym zależy na takim życiu właśnie.

Ale nie każdy tak ma. Większość moich znajomych tak nie ma. Dla większości z nich liczy się stabilizacja, święty spokój i pensja na czas na koncie. I bardzo dobrze! Tak jak nie każdy musi być magistrem, tak też i nie każdy musi pracować na swoim. Nie każdy musi pracować w korpo, nie każdy musi szukać swojego biznesu. Ale wielu właśnie tak jest lepiej. I nie ma co rozpaczać. Ludzie są różni.

Po trzydziestce…

Po trzydziestce człowiek staje się bardziej świadomy. Po trzydziestce nie to, że się mniej chce. Po prostu człowiek uświadamia sobie jaki jest. Przestaje się oszukiwać i wmawiać innym, że jak tylko coś się wydarzy, to on na pewno zmieni swoje życie i pójdzie nowo co obraną drogą. Człowiek po prostu zdaje sobie sprawę z tego, do czego się nadaje. Z czym mu dobrze. I czego potrzebuje.

Nie ma w tym nic złego, że człowiek wybiera korpo. Albo też wybiera coś innego. Przestańmy się w końcu nakręcać.

Chcesz czegoś? To do tego dąż. To rób. Tu i teraz. Albo nie rób i żyj życiem, jakie ci pasuje. W żadnej z tych dróg nie ma nic złego.

Deal with it.

PS. Chcesz na ten temat podyskutować? Zapraszam tutaj.

Pozostańmy w kontakcie