O życiu

Generacja Z. Generacja X, Y, baby boomers

Ludzie urodzeni po roku 1995 są często określani mianem Generacji Z. I to na niej głównie dziś chciałbym się skupić.

Ostatnio na Facebooku spotkałem się bowiem z wpisem Mariusza Wesołowskiego.

Cenię Mariusza za wszystko co robił, czy robi. Za jego wiedzę, doświadczenie, umiejętności.

Ale kiedy widzę określenia typu „W tym samym czasie generacja Z wciąż twierdzi, że wszystko im się od życia należy. Należy.”, to aż mnie skręca. Stereotyp. Wciąż powtarzany i powielany. Powtarzany i powielany niepotrzebnie.

Oczywiście, że Generacja Z różni się od innych

Pewnie, że się różni. Wszystkie te osoby określane mianem Generacji Z urodziły się w zupełnie innych czasach. W zupełnie innych realiach. I siłą rzeczy mają inne wymagania od życia swojego, życia innych, od świata, który ich otacza.

Podobnie jak ja i mi podobni mieli inne wymagania i spojrzenie na świat niż ludzie z generacji X, czy tzw. Baby Boomersi.

Ale czy inne znaczy gorsze?

Pamiętasz jak Twoja babcia, Twój dziadek, ojciec, matka, czy sąsiadka mówili:

Za moich czasów to tak nie było. Za moich czasów dzieci były grzeczniejsze, nie robiły tego, czy tamtego. Gdy ja byłam(-em) w Twoim wieku…

Tak, każdy z nas słyszał to nie raz. I tak jak śmialiśmy się kiedyś z takich wypowiedzi, tak teraz śmieją się z nas nasze dzieci, czy dzieci naszych znajomych, bo teraz my – już ci starzy – mówią dokładnie to samo, używają tych samych określeń, zdań, czy zwrotów. Teraz to my jesteśmy tymi starymi zrzędzącymi nudziarzami. Teraz to my weszliśmy w skórę tych, co uważają, że kiedyś było lepiej, dzieci były fajniejsze, czy grzeczniejsze. A ich generacja to jest najlepsza na świecie, bo to, czy tamto.

A robimy to, bo osób z późniejszych generacji nie rozumiemy.

Zawsze uważałem, że moje pokolenie jest inteligentne. Bo jest bardziej otwarte, bardziej rozumne, więcej świata widziało, więcej ludzi poznało. Bo nie jest aż tak mocno stłamszone czasami PRLu (bądź co bądź jednak niewiele z tamtych czasów pamiętam).

I niesamowicie mnie dziwi, że to niby inteligentne pokolenie posługuje się stereotypami, aby komentować zachowanie, którego nie rozumie. Bo nie można tego inaczej określić. Mojemu pokoleniu wydaje się, że rozumie Generację Z. Podobnie jak Generacji X, czy Baby Boomersom wydawało się, że rozumie Generację Y. Bullshit!

Coś tam rozumiemy z tych zachowań. Podobnie jak coś tam z naszych zachowań rozumieli nasi rodzice. Coś tam. I nic więcej. Bo jesteśmy inni. Każda generacja jest inna, każda wychowywana w innych czasach i realiach. Możemy spróbować zrozumieć skąd dane postawy się biorą, ale nigdy nie będziemy w stanie kompletnie tych postaw zrozumieć.

Po co się wzajemnie obrażać? Postarajmy się zrozumieć

Gdzieś tam na naTemat ostatnio przeczytałem, że:

W Polsce wyróżniamy trzy generacje pracowników: baby boomers – pracownicy w wieku 45-65 lat, którzy „pracują po to, żeby przetrwać”; generacja X – pracownicy w wieku 30-45 lat, którzy „żyję po to, żeby pracować” i generacja Y – wiek 20-30 lat, „pracują po to, żeby żyć”.

To są właśnie stereotypy. Powtarzane przez ludzi, którzy nie próbują nawet zrozumieć, że każdy człowiek jest inny i generalizowanie więcej przynosi złego, niż dobrego.

Ja jestem niby Igrekiem. A widzę w sobie całe mnóstwo cech Iksa, czy Zeta. I co teraz? No nic właśnie. Większość z nas tak ma.

Przypisywanie konkretnych cech poszczególnym generacjom wprowadza tylko zamęt. Jasne, można powiedzieć, że Generacja Z rodzi się w czasach, gdy Internet jest na porządku dziennym, więc technologię mają we krwi. Można powiedzieć, że Generacja Y ma inne podejście do życia i sposobu jego przeżycia, bo jednak wychowywała się w czasach innych niż X.

Ale czy można mówić, że Zety są bardziej roszczeniowi? Że uważają, że wszystko im się należy? Oczywiście, że nie!

Po pierwsze to wszystko jest kwestia wychowania. Jeśli wpoisz dziecku pewne wartości za młodu, to i będzie je wyznawało w późniejszym, dorosłym życiu.

Po drugie to samo mówili o nas. Bo gdy ja szedłem do pracy, to po roku szedłem już do szefa powiedzieć mu, że chcę robić teraz to, czy tamto i w ogóle rozwijać się w tym, czy tamtym, bo to już umiem. Tymczasem ludzie, którzy szli do pracy dwadzieścia lat przede mną, prawdopodobnie nie odważyliby się pójść z takim żądaniem nigdy, przez całą swoją ‚karierę zawodową’. Byłem więc dla nich bardziej arogancki, bardziej głupio-ambitny, bardziej… roszczeniowy. Podobnie jak dla Baby Boomersów była Generacja X, a dla Silent Generation Baby Boomersi.

Nie zrzędź więc tyle

… tylko postaraj się zrozumieć. I wyciągaj pozytywy z inności kolejnych generacji. Bo takie zawsze się znajdą.

PS. Polecam też materiał Natalii Hatalskiej na temat Generacji Z. Kawał dobrej roboty!

Jeden komentarz

  1. Nienawidzę tych określeń. Generacja X, Y, Z… co to ma niby być? Wynik eksperymentu genetycznego? Masz rację, że to stereotyp. Ludzie są tak zróżnicowani, że ciężko ich podzielić na jakieś „typy” w zależności od daty urodzenia. Nawet jeśli środowisko dość mocno potrafi ukształtować człowieka.
    Opowiem z punktu widzenia osoby z mojej, tak zwanej „generacji Z”.
    Nawet jeśli wiele osób z obecnych 20-30-latków twierdzi, że im się w życiu „coś należy”, to bardzo często takie twierdzenie jest mocno uzasadnione. Zaczynaliśmy z niczym – bo szkoły były jeszcze wrakami z PRLu, bo rodzice nie mieli forsy, bo na nasze dzieciństwo przypadło najwięcej likwidowanych miejsc pracy, ale mieliśmy już telewizję, która mówiła nam że możemy zwiedzać świat. Więc wiele osób poszło na studia, niekoniecznie wiedząc co dalej. W poprzednich pokoleniach studia były dla wybranych, teraz są dla wszystkich. I po pięciu latach ciężkiej często nauki (choć oczywiście nie zawsze) wychodzi świeżo upieczony absolwent i nie dość, że nie znajdzie pracy w zawodzie, to jeszcze oferują mu kilkumiesięczny okres próbny, a potem śmieciówki, za które nie jest w stanie się utrzymać. A wynajęcie mieszkania teraz kosztuje majątek. Czy nasi rodzice mieli łatwiej? Na pewno nie, w końcu Polska była wtedy jeszcze biedniejsza. Ale być może nikt im nie wmawiał, że jak się odpowiednio przyłożą, to coś osiągną. Teraz jest jeszcze śmieszniej – nowe pokolenie będzie miało kołczing w szkołach, na tabletach będą wychodzić ze swojej strefy komfortu. Ich rodzice będą doskonale przygotowani do macierzyństwa poprzez miliardy poradników z internetu, a dzieci w wielkich miastach będą miały ogromną ofertę zajęć dodatkowych i innych możliwości. Być może to ich rozleniwi, zniechęci do szukania możliwości tam gdzie ich nie ma… Nie wiadomo – na pewno nie można przyjąć, że wszyscy będą zachowywać się tak samo.

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *