O życiu

Dwulatek… skazany na śmierć

Są na świecie miejsca, gdzie dziecko można podejrzewać o czary. A gdy się je o czary podejrzewa, skazuje się je na tortury, głód i powolną śmierć.

W lutym tego roku światowe media obiegło zdjęcie wygłodzonego, nagiego dwulatka z Nigerii.

Zdjęcie wykonane przez Anję Ringgren Loven założycielkę organizacji DINNoedhjaelp, której celem jest pomaganie dzieciom z Afryki, posądzanym o czary.

Nagłośniła problem w sposób naprawdę doskonały i należy jej się za to wielki szacunek.

Jeg har set meget her i Nigeria igennem de sidste 3 år. Jeg har forskånet jer for mange oplevelser når vi har været på…

Posted by Anja Ringgren Lovén on Sunday, January 31, 2016

Dwulatek z Nigerii został posądzony o czary. Dzieci takie są zaś przez rodziny porzucane, a przez lokalne społeczeństwa torturowane lub też zabijane.

„Nsikaks wrists and ankles were tied, and for three days he was beaten and beaten all over his body with sticks until he fainted. Charity was thrown on the street by her family when she was five years. Here she lived for three years of waste and was close to dying from malaria and malnutrition. Asuquo was attacked by five men who tortured him with knives and fire for several hours before finally trying to kill him with an ax blow to the head. The three African children accused of being witches, and they even heard of the lucky ones. Both because they survived the torture, and because they were rescued to safety at the Center Child’s Rights And Rehabilitation Network, located in the state of Akwa Ibom in Nigeria, one of the worst places in terms of witch hunts.”

Dla człowieka z „cywilizowanego świata”, z Europy, z Polski… jest to coś niesamowitego, niewyobrażalnego i nad wyraz obrzydliwego. A jednak taki proceder istnieje i jest praktykowany. Mało tego… nie jest to proceder praktykowany przez jednego chorego psychicznie człowieka, który w zaciszu swojej szopy sprawia komuś ból – takie historie zdarzają się niestety również i u nas. Jest to proceder praktykowany przez ludzi, grupy ludzi, (ba!) całe społeczeństwa.

Pamiętam, gdy przy okazji organizowania pierwszej edycji akcji #dladzieciakow podróżowałem po kilku domach dziecka z całej Polski i wsłuchiwałem się uważnie w historie, które to do śmierci nosić będą w sobie dzieci, które tam mieszkały. Wydawało – i dalej wydaje – mi się to wszystko okrutne. Że ktoś mógłby zrobić im (a tak naprawdę komukolwiek) coś takiego. Coś tak złego.

Z kolei w historii dwulatka z Nigerii widać coś znacznie większego. Widać w niej bowiem, że są takie miejsca na świecie, gdzie tak wygląda… codzienność. Że jest na to przyzwolenie społeczne. Bo takie są tradycje. Bo tak ktoś kiedyś wymyślił.

Kto uważał na lekcjach historii zapewne wie, że i jest podobna czarna karta w historii Europy. U nas też posądzało się ludzi o czary, torturowało, mordowało, paliło na stosach. Nie byliśmy dużo lepsi.

To było jednak kilkaset lat temu i – na szczęście – wyciągnęliśmy z tego lekcję. Niesamowicie mnie więc cieszy, że są na świecie (w Europie) ludzie tacy jak Anja Loven, którzy starają się pomóc wyjść z podobnego problemu ludziom w Afryce. Nie tylko samemu pomagając konkretnym dzieciom, których problem dotknął, ale też nagłaśniając całą sprawę. Sprawiając, że inni o niej usłyszą, zainteresują się nią, a może też i pomogą.

Te rodziny, te społeczeństwa skazują na głód, choroby i śmierć żywe istoty, ludzi, dzieci… swoje własne, rodzone dzieci. Coś, co nam – jak to ładnie nazywamy – „cywilizowanemu światu” w głowie się często nie mieści.

_

Więcej o sprawie dwulatka, nagłośnionej przez Anję Loven znajdziecie też na łamach Daily Mail.

O całym procederze posądzanych o czary dzieci w Nigerii więcej znajdziecie w tym tutaj artykule.

Jeden komentarz

  1. […] I had to write a new procedure at PayLane and take care of lots of smaller things. I also wrote and published a new blog post on Polish blog. […]

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola zostały oznaczone *